Jestem jedną na trzy

Witamy w klubie matek, które straciły swoje dzieci. Nie możesz się w nim znaleźć, dopóki los nie zadecyduje, że powinnaś. Wypisać też się niestety nie możesz. Członkostwo przymusowe. Zachodząc w ciążę nikt nie zakłada takiego jej końca. W głowie jest niepokój, strach…ale taki koniec? Nikt nie chce w to wierzyć, aż naprawdę się to stanie i już nic nie możesz zrobić. „Dlaczego ja?” – też zadałam sobie to pytanie. Naokoło kobiety zachodzą w ciążę, rodzą, zachodzą, rodzą, i tak w koło. Pamiętam, co powiedział lekarz po tym, jak nie znalazł tętna – „Tak się kończy 30% wszystkich ciąż”. 30%? Co trzecia kobieta słyszy taką wiadomość? Jak to możliwe? Mam tyle znajomych, są w ciąży, rodzą zdrowe dzieci, to nie jest możliwe, że obumarłe ciąże są aż tak powszechne…Przecież facebook pełen jest wczesnych USG moich koleżanek. Każde z tych dzieci rozwija się i przychodzi na świat. Jak to jedna na trzy?

Z natury jestem optymistką, jednak czas ciąży był dla mnie czasem czarnych myśli. Martwiłam się o wiele rzeczy, doszukiwałam się problemów. Nie wiem po co. Może po to, żeby w porę zareagować, gdyby któryś z objawów okazał się groźny. Ja nie miałam żadnego sygnału, że coś jest źle, żadnego pewnego. Brak krwawień, dobre wyniki, świetne samopoczucie. Fakt, piersi przestały boleć. Na którymś forum przeczytałam, że u jednej z dziewczyn oznaczało to śmierć dziecka. „Przestaję to czytać, bo się nakręcam, u mnie nie musi to oznaczać niczego złego” – myślałam wtedy. Po pierwszym plamieniu, tym po stosunku, bałam się jak nigdy. Standardowo, forum, szybka analiza. Dziewczyny plamią, dostają leki na podtrzymanie, znam mnóstwo takich przypadków. „Jak będę na podtrzymaniu i mi każą stać na głowie przez cały dzień i się nie ruszać, to to zrobię, trudno” – nawet taki scenariusz mnie nie przerażał. Dla mojego dziecka zrobiłabym o wiele więcej. Nie do opisania jest uczucie, kiedy się dowiadujesz, że już nie możesz zrobić nic. Możesz stać na głowie nawet przez tydzień, możesz przy tym dodatkowo klaskać uszami, to się już stało, jesteś w klubie jednych na trzy.

W szpitalu na izbie przyjęć przeżywałam swoją osobistą tragedię. Chciałam być dzielna, nie płakałam, jednak sposób, w jaki rozmawiali ze mną niektórzy pracownicy oddziału…co za znieczulica. Nie, to nie znieczulica. Ci ludzie mają swoje domy, swoje życia, swoje zmartwienia. Pracując w szpitalu widzą gorsze przypadki. Widzą matki, które urodziły martwe dzieci, które w ciąży chodziły nawet 9 miesięcy, a i tak wracają do domu same. Oni znają matki, których dzieci urodziły się tak chore, że każdy oddech sprawiał im ból. Widzą kobiety, które na zabieg łyżeczkowania wracają regularnie co parę miesięcy. Przyjmując na oddział pacjentki, nie mogą identyfikować się z każdą z nich, to by było nie do zniesienia. Ta myśl pomaga. Nie wiem, w jaki sposób to działa, ale świadomość, że nie jestem osamotniona sprawia, że czuję się lepiej. Już nie czuję złości do pielęgniarek zadających pytania z formularza, to nie ich sprawa…a może któraś z nich też jest jedną na trzy?

Po wyjściu ze szpitala rozdzwania się telefon. „Nie martw się, moja kuzynka miała identycznie, a rok po zabiegu urodziła ślicznego chłopca”, „Aśka też tak miała przed urodzeniem Sebastiana, zanim się obejrzysz, znowu będziesz w ciąży”, „Trzy moje najbliższe koleżanki przeszły przez to samo”. Myślisz, przypominasz sobie, 2 koleżanki z pracy, 2 spoza pracy, żona kuzyna…Czyli jednak jest to powszechne, dzieje się naokoło, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy, nie zwracamy na to uwagi. Twojej ciąży to nie dotyczy, u ciebie wszystko jest dobrze. Zawsze tak jest, że wydaje ci się, że coś cię nie dotyczy…a tu bęc, niespodzianka, już dotyczy. Jesteś jedną na trzy.

Parę dni po zabiegu analizuję fora internetowe. Faktycznie, takich przypadków jest niewyobrażalnie dużo. Kobiety piszą o swoim bólu, porównują, pytają z nadzieją, jak było u innych, czy to dla nich to jest koniec…Jedno forum, drugie, piąte…no tak, przecież będąc w ciąży czytałam o ciążach obumarłych. Odruchowo głaskałam się wtedy po brzuchu, analizowałam opisywane objawy, wpadałam w panikę. Tak było, jednak do końca nigdy nie pomyślałam, że to dotknie również mnie. Nikt nie chce być jedną na trzy.

Teraz już przywykłam do członkostwa w klubie. Nie jestem z niego zadowolona i uważam, że to jeden z najgorszych klubów na ziemi. To członkostwo boli, jednak nie jestem w tym sama. Każda z członkiń dałaby wszystko, żeby się z niego wypisać. Jesteśmy jedne na trzy, tworzymy okrutną statystykę i trzeba się z tym pogodzić. Pozostaje tylko starać się, żeby dołączyć też do innego klubu. Klubu mam zdrowych, szczęśliwych dzieci. Tego życzę wszystkim nieszczęśliwym klubowiczkom, by oprócz bycia jedną na trzy, stały się również jedną z dwóch pozostałych.

369 comments on “Jestem jedną na trzy
  1. Dziękuję za tego bloga,. Od 2 kwietnia też należę do klubu. Niestety. Ciąża przebiegała prawidłowo, w czwartek pierwszy raz usłyszałam bicie serduszka. 8tc. W piątek czułam się dziwnie, tak jak przed okresem. Wpadłam w jakąś panikę, że coś się stanie. W sobotę rano delikatne blado brązowe plamienie. Pocieszałam się myślą, że wiele kobiet tak ma w dniu kiedy normalnie by miały okres. W nocy już wiedziałam, że jednak nie jest dobrze. Czułam skurcze jak na okres. O 6 rano wstałam do toalety. Myślałam, że chce mi się siku, a to nie było siku, tylko macica pełna krwi. Pojechałam do szpitala. Diagnoza: poronienie zatrzymane. Serduszko przestało bić. Dziecko jeszcze było, ale pęcherzyk już zmienił miejsce, podążał w stronę wyjścia. Dostałam globulkę. Ból nie do opisania. Krwawienie ze skrzepami tylko na toalecie. Największe już wyszło. Kazano mi czekać do rana czy się samo oczyści. Rano zdecydowano o zabiegu. Przez te 2 dni świat mi się zawalił. Poczucie tragedii, bólu i niesprawiedliwości niewyobrażalne. I tylko jedna myśl w głowie: „chcę być znowu w ciąży, chcę mieć dziecko”. Wierzę, że niedługo będę w zdrowej ciąży i urodzę po 9 miesiącach zdrowe dziecko. Tylko ta myśl trzyma mnie przy życiu.

  2. Do klubu dołączyłam 2 marca, kiedy na wizycie kontrolnej też usłyszałam „nie mogę znaleźć tętna”. To był 10 tydzień, Dzidziuś zatrzymał się na 8 tygodniu…widziałam już wcześniej Kropka z bijącym serduszkiem i nagle to wszystko się skończyło. Od tego momentu ból i poczucie bezsilności, niemocy, że nic nie dało się zrobić a także pytanie dlaczego towarzyszą mi cały czas. Tak bardzo czekaliśmy na nasz mały Cud… mój Mąż Jest dla mnie ogromnym wsparciem, jestem dumna, że jestem Jego żoną i wiem że będzie wspaniałym tatą. Mamy cudowną rodzinę i przyjaciół, którzy również otoczyli nas pomocą. Dzięki temu wiem, że nigdy się nie poddam i wkrótce będę Mamą z klubu 2/3. Ten blog bardzo mi pomaga dojść do równowagi, tym bardziej, że zakończenie jest szczęśliwe i chociaż na razie nie jest dobrze to na końcu zawsze jest, a skoro nie, to znaczy, że to jeszcze nie koniec.

    • Witam. Dotknęło mnie nieszczęście w 24 tc straciłam moja kruszynke. Przez to ze lekarz zrobił mi boleśnie usg na brzuchu :( niewiem jak się po tym pozbierać

      • Tak mi przykro. Przepraszam za późną odpowiedź, ale ostatnio nie miałam jak tu wchodzić. 24 tydzień, nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz. Mam nadzieję, że masz wsparcie w bliskich. Ściskam Cię mocno. Nie wiem nawet co napisać, żebyś mogła poczuć się lepiej. Chyba nie ma takich słów

  3. Witam, pojawiam się tu po dłuższym okresie, czytam swoj wcześniejszy wpis, zaglądam, zeby powiedziec, ze u nas zmiany … jestem w 25 tygodniu ciaży, rośnie nam synuś …co wydawalo mi sie pare miesiecy temu niemożliwe, cieżki był czas po stracie, potem badania, obawy czy się starac tak szybko, czy probowac, ale też silna potrzeba dziecka w naszym małżeństwie i strach, ze może nigdy nie będziemy Go posiadać, płacz przy teście ciazowym, pierwsze miesiace jak na bombie zegarowej, badania…. pisze bo wiem, ze tu mnei wiele osob zrozumie i chyba pisze, żeby dać nadzieję…. my, pomimo ciężkich chwil, chyba nigdy sie jej nie pozbyliśmy. Dziękuję Aniu za bloga …. za świetne artykuły i za to że jest miejsce gdzie można poczytać, podzielić się swoja historią… trzymajcie za nas kciuki, już się doczekać nie mogę, żeby zobaczyć nasze szczęście:) pozdrawiam :)
    ps. Jest radość ale i żal i łza czasem za straconym dzieckiem….sa daty, które zawsze będa nam przypominac pierwsze szczęście….

    • EMI jak ja kocham czytać takie wiadomości!! przepraszam za opóźnienie w odpowiedzi na komentarz, jednak Dawid postanowił, że 11 miesięcy to odpowiedni wiek, żeby spać tylko godzinę w ciągu dnia i wieczorem jestem czasem tak padnięta, że nie zaglądam na blog. Piękna wiadommość!!!
      Tak, są daty, których nigdy nie zapomnisz, jednak one się trochę odczarują, jak już maleństwo pojawi się na swiecie, zobaczysz :)
      Kciuki trzymamy, oczywiście! no i czekam na informację jak maleństwo rośnie w brzuchu! :D kiedy termin?

  4. Witaj Aniu, dziś bedac na zwolneiniu po mojej tragedii zasiadłam na internecie szukajac informacji o przyczynach, objawach, badanaich po i szczerze szukałam ukojenia, ktore tu udalo mi sie znalesć…. jestem po poronieniu – miąło byc inaczej, ale niestety sie nie stalo, szukam przyczyn moze wiek – skończone 36 lat, żadnych objawów nie bylo, lekkie mdłości do opanowania i bol glowy, chodizłam do pracy, bo nawet lepiej sie czulam majac zajecie, a ze praca biurowa to moglam sobie pozwolic. Niestety nawet nie udąlo mi sie uslyszec bicia serduszka …. a musialo bic bo 7 tydzien i rozwinięty dzidziuś dobrze na ten okres ale serce nie biło podczas usg, nie wiedzialam jak to opisać uczucia, które mna targały w gabinecie lekarskim,w szpitalu w trakcie zabiegu, pózniej, teraz, ale doskonale Ty to opisałaś…Nie wiem co będzie teraz maz mnie wspiera, rodzia najbliższa tez (tylko oni wiedzieli), w pracy nieliczni innych ciekawosć zjada czemu jestem na zwolnieniu, nie wiem jak sie zachowac …. nie wiem czy jest mi wstyd, czy chcę sie schować, czy mam mówic w pracy czy nie, każdy wyczekuje brzucha u świeżej mężatki, boje sie stygmatu tej niepełnowartościowej, tej niezasługujacej na maleństwo, tej której może nie jest dane, tej której Bog nie sprzyja, bądz ktora ma kare za życia …..bezsens ale takie mną myśli targaja, a poza tym ta pustka …. jakbysmy nie byli chciani przez naszego dziadziusia, tłumacze sobie, ze zrobił nam psikusa juz teraz … że był takim małym Rozrabiaką :)

    • Cześć. Nigdy nie myśl o tym w kategorii wstydu i zawodu, tak nie można. Tak się po prostu dzieje, niestety, nie mamy na to wpływu. Ja jestem przed 30-tką i też mnie to dotknęło. Mój lekarz cały czas mi tłumaczył, że zapłodnienie to bardzo skomplikowany proces i czasem coś idzie nie tak…chociaż tak ciężko jest się nam z tym pogodzić. Wiem, jak Ci ciężko i terz musicie przeboleć stratę, ale to na pewno nie jest tak, że Wasze dziecko Was nie chciało. Może po prostu się trochę spóźni? W pokoju obok u mnie w domu śpi teraz trzytygodniowy chłopiec, dla mnie największy skarb. Rok temu jeszcze ciężko było mi uwierzyć, że będzie dobrze, że mi się uda, ale się udało. Tobie też tego życzę. Trzymaj się, życzę dużo siły. Ania

      • Dzięki Aniu, ciężko się mi trzymać, ale próbuję, wszystko widzę teraz inaczej a wychodzenie do ludzi jest dla mnie jakąś katorgą, dbają o mnie najbliżsi …. zaglądam sobie do Ciebie i się pocieszam ….. pozdrawiam i gratuluję Synka ;))

        • To normalne, też tak miałam. Siostra wyciągnęła mnie na spacer, była super pogoda, a ja jak obuchem walnięta, nic nie cieszyło, wszystko irytowało, chciałam tylko pójść do domu i móc płakać i przeżywać to u siebie, a nie na rynku na lodach. Naprawdę mi przykro, że tak się czujesz, szczególnie że przypomina mi się jak to było rok temu.

          • Codzień rano budzę sie z myślą, jak to kuzynka życzyła mi na Boze Narodzenie powiększenia rodziny z zaznaczeniem „jak Bóg da”, sama ma trójkę dzieci …. a ja przeboleć tego nie mogę, te słowa mi dzwięczą codzień…. a jak mi nie da , a jak nie zasłużyłam a jak … nie mowie mężowi. Zastanawiam się czy ktoś składając takie życzenia robi to celowo, nieświadomie czy z premedytacja tej uszczypliwości. Wzięłam się za codzienność – sprzatam, piorę, nadrabiam wizyty w sklepach, umowiołam się do dentysty, mam plan na przyszly tydzień – mycie okien i sadzenie kwiatków, fryzjer…. biorę kwas foliowy dalej z nadzieja, musze byc zdrowa i zadbana, przeciez mamy plany ….narazie czekamy na narodziny coreczki mojej siostry – juz niedługo, pomaga mi, ja zapłakana czesto przy niej bylam a ona z wielkim brzuchem rozłożona na sofie mnie wysłuchuje …. los bywa przewrotny …nie zazdroszcze jej, ogolnie nie mam czegos takiego ze nie mogę patrzeć na dzieci, maz sie bał mnie wyprowadzić z domu w majowy weeeknd bo wiadomo wszędzie wózki, ale nie mam kłocia, nawet zaglądam z ciekawością … żal mi tylko naszego Skarba i ciężka ta pustka …

  5. A ja odkladam kolejne starania juz 3 rok. Bo najpierw stracilam prace – wlasciwie to stracilam jakikolwiek zapal do tej pracy, nie dalam rady tam zostac. Bezrobotna nie bede przeciesz starala sie o dziecko. Nowa praca jest na zlecenie zarobki marne, ale uzyskalam jakas stabilizacje, czekalam. W miedzy czasie wiadomo wyjazdy urlopy zawsze wyznaczalam kolejny termin. Znalazlam nowy pomysl na siebie poszlam do rocznej szkoly. Znow przesunela,m termin bo jak inaczekj skoncze szkole i zdam koncowe egzaminy?
    Kiedy juz termin zaczol byc widoczny na horyzoncie moj maz przyniósl wypowiedzenie z pracy, a to na jego pensji opiera sie nasz budzet. Kolejny raz wyznaczam sobie termin i karmie sie nadzieja ze kiedys go doczekam

  6. ja jestem jedna na 50 :( poroniłam w 20 tyg…to było 8 pazdziernika tego roku.powoli dochodze do siebie ale nie jest jeszcze dobrze :(

  7. Dzis mija rowno dwa tygodnie od tego strasznego wydarzenia. 16 tydz. – przedwczesne odejscie wod plodowych – poronienie. Szukam przyczyny, gdzies w glowie mysle o tym caly czas.

  8. Ja nie chce w naszym klubie kolejnych znajomych!!! Wlasnie kolega jedzie do szpitala z krwawiaca zona w pierwszym miesiacu. Mam nadzieje ze im sie uda i nie wstapi do naszego klubu!

      • Niestety :-(
        Wiesz ze jak o nich mysle to mam lzy w oczach. Chyba nikt tak mocno nie zyczy szczesliwego zakonczenia ciazy jak my ktore mamy za soba ta strate.

        • No właśnie, ja też jak słyszę o nowych przypadkach poronień, to przypomina mi się, jakie to okrutne uczucie. Nie życzę nawet wrogom, coś strasznego.
          Bardzo mi przykro z powodu Twoich znajomych, mam nadzieję, że uda im się szybko pozbierać, życzę dużo siły

  9. Do klubu dołączyłam wczoraj. To jest tak straszne doświadczenie, tak bolesne i fizycznie i psychicznie… Niewiarygodne ile z nas to spotyka, naprawdę czytam z niedowierzaniem…

    • Bardzo mi przykro, naprawdę. Pamiętam dokładnie, jak czułam się 5 miesięcy temu, kiedy straciłam swoje dziecko. Tego nie da się opisać. Ból, pustka, niedowierzanie, ale też strach i poczucie niesprawiedliwości, bo przecież dlaczego akurat nas to spotkało. Wiele kobiet przeżywa taką tragedię i jest to straszne, że aż tak dużo. Mam nadzieję, że dasz sobie radę i poukładasz sobie wszystko, na to trzeba czasu, on naprawdę leczy, mimo że takiej straty nigdy się nie zapomina. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia i siły.

      • Dziękuję.
        Na razie to nawet nie wiem czy jestem silna czy nie, czy sobie w tym daję radę czy nie. Straszne to jest uczucie. Niezrozumiałe jest dla mnie tylko to, jak to jest możliwe, tydzień temu byłam u lekarza, maleństwo szalało na ekranie, wszystko w najlepszym porządku, zrobiłam badania, okaz zdrowia, zero objaw. Uważałam na siebie, na wszystko dookoła, zero stresu. Nie ogarniam świata, nie rozumiem po prostu jak to jest możliwe aż w tylu przypadkach…

  10. Od 2013 roku trwa moje piekło. Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem zwolniono mnie z pracy, a po kilku dniach okazało się, że jestem w ciąży! Najpierw strach, a potem wielka radość. Ubieranie choinki i myśli, że za rok będziemy ją ubierać już w trójkę! Niestety w styczniu 2014 dowiedziałam się, że ciąża obumarła i szpital. Lekarz twierdził, że 1/3 kobiet tak ma i następnym razem na pewno będzie wszystko dobrze. Żadnych badań nie zlecił. W maju 2014 znowu na teście 2 kreski i szok, że tak szybko nam się znowu udało. W czerwcu poronienie niekompletne i znowu szpital- nawet nie wiemy czy biło serduszko. Teraz po wielu badaniach oczywiście płatnych z własnej kieszeni (ja bezrobotna, mój mąż nie zarabia kokosów), ponieważ NFZ finansuje badania dopiero po 3 stracie, chcemy ponowić starania. Mój strach jest tak ogromny, że co miesiąc mówię mężowi jeszcze nie teraz, jeszcze chwileczkę. Pomimo, że pragnę dziecka ze wszystkich sił, strach i np to, że na badanie genetyczne termin jest dopiero za rok powoduje, że coraz bardziej odkładam starania na bok. Boję się łez i kolejnej straty!A wiadomość o kolejnej ciąży w rodzinie powoduje fale łez i kolejne pytania czy będą mieli szczęście, czy będą musieli przejść przez to wszystko co my?!

    • Przykro mi…co mogę więcej napisać. Jest to bardzo bolesne, szczególnie, jeżeli się powtarza. A wyniki badań wskazały Wam jakąś przyczynę? Czy wszystko w normie i nic nie wiadomo?

  11. Również straciłam dziecko – w 21 tygodniu ciąży dowiedziałam się, że serce mojej Fasolki nie bije i od trzech tygodni noszę martwe dziecko. Pisałam już o tym na blogu. Miałam łyżeczkowanie, zrobiono sekcję dziecka – badania nic nie wykazały. Nie miałam żadnych problemów z tarczycą itp. Lekarka do której chodziłam w ciąży stwierdziła, że czasami tak bywa :/ Nie dałam jednak za wygraną. Zmieniłam lekarza. Nowa Pani Doktor nie zbagatelizowała sprawy i zleciła mi kilka badania. Dzięki nim znam prawdopodobną przyczynę śmierci mojego Maluszka. Otóż mam mutację genu V Leiden, która powiązana jest z krzepliwością krwi. Nie będę się tu dużo rozpisywać-możecie sobie poczytać w internecie na ten temat. Mutacja ta powoduje powstawanie zakrzepów i jest bardzo groźna dla kobiet w ciąży. Najprawdopodobniej skrzep krwi zablokował przepływ krwi w łożysku i dziecko zmarło. Badania, które mi zlecono nie są standardowymi badaniami w ciąży i nie są refundowane, ale myślę że każda z nas jest w stanie wiele poświęcić by poznać powód straty dziecka i dowiedzieć się jak można tego uniknąć w przyszłości. Moja Pani Doktor twierdzi, że mutacja którą mam nie przekreśla możliwości urodzenia zdrowego dziecka, trzeba tylko od początku ciąży zastosować odpowiednie leki. Mam nadzieję, że ta informacja pomoże wielu z Was i wszystkie szczęśliwie doczekamy zdrowych dzieci.

    Badania które wykonałam (czynniki te bywają częstą przyczyną poronień, zwłaszcza w II trymestrze):

    - zespół antyfosfolipidowy (przeciwciała antykardiolipinowe, przeciwciała beta -2 – glikoproteinie, antykoagulant toczniowy)
    - czynnik V Leiden
    - wymaz z kanału szyjki macicy (chlamydia, mykoplazma,ureoplazma).

    • Witam,
      Te informacje na pewno są istotne dla osób, które chcą robić takie badania. widziałam wiele zapytań w Internecie, kobiety szukacją takich informacji. My osobiście nie chcieliśmy sprawdzać nic ponad to, co kazał sprawdzić lekarz, czyli tarczycę.
      Dobrze mieć dobrego lekarza, kdo którego ma się zaufanie, to podstawa.
      W nawiązaniu do Twojego wcześniejszego komentarza – jak powrót do pracy? Dałaś radę ? Pozdrawiam serdecznie.

  12. Tez naleze do klubu :( zabieg mialam miesiac temu. Maluszek mial 9 tydz. Byla to moja 1 ciąza. Spokoju nie daje mi przyczyna dlaczego tak się stalo. Lekarz odradza narazie robienie badań pod katem nieplodnosci. Twiedzi ze statystyki mowią ze poronienia zatrzymane zdarzaja sie w wiekszosci przypadkow w pierwszej ciązy . Szczerze mowiac jedyne co z mojej strony moglabym uznac za przyczyne to stres. Czas mojej ciazy zbiegl sie z bardzo burzliwym okresem w pracy. Dawalam sobie jeszcze 2 tyg. i mialam isc na zwolnienie. Narazie jestem sparalizowana mysla ze bede musiala jeszcze raz przez to przechodzic. Chcialbym zaczac starania o dzidziusia w styczniu ale nie wiem czy najpierw sie nie przebadamy, aby wykluczyc co sie da. Jestem pelna podziwu i szacunku dla kobiet które probowaly i probuja po kilka razy. pzdr

    • Przykro mi :( Ja też nie znam przyczyny. Ja postanowiłam jedynie poprawić wyniki tarczycy, które były niezbyt dobre. Tak naprawdę to staram się myśleć, że to był przypadek. Muszę wierzyć, że następnym razem urodzę zdrowe dziecko. I wierzę w to :)

      • Strasznie się cieszę że trafiłam na Twojego bloga. Przeczytałam wszystkie wpisy i w wielu kwestiach mamy podobnie :) Tym większa moja radośc, że Tobie pisanie pomaga, a mnie czytanie tego co piszesz. Nawet nie wiesz jak bardzo… :)

  13. Cześć witam Cię serdecznie :) Wiem co czujesz bo ja też niedawno poroniłam to znaczy w marcu 11tyg , to już drugi raz ( pierwszy 6 lat temu w 6tyg ).
    Dzięki za tego bloga natknęłam się na niego przez przypadek ale to co opisujesz to jest 100% prawda.
    Zostajemy z tym same i mówi nam się że to jakby na porządku dziennym jest PANI JEDNĄ NA 3.
    Dzięki jeszcze raz za tego bloga bo wiem że nie jestem sama że dla kogoś paru tygodniowy płód to już jest jego dziecko bo dla mnie tak jest a nie tylko jakąś zygotą.

  14. Ja naleze to tego grona rowniez, moja coreczka urodzila sie martwa w 40 tygodniu :, ( 4 lata minelo a ja nadal nie moge sie pogodzic ze to mnie spotkalo. Pozdrowienia i sciskam bo wiem co kazda mama przezywa w takiej sytuacji xxx

  15. Poroniłam w 8 tyg ciąży. Od tego czasu minęło 7 miesięcy i wcale nie czuję, że jest mi z tym łatwiej. W szpitalu błędnie zdiagnozowali u mnie ciążę pozamaciczną i chcieli usunąć w 100% zdrowy jajowód!. Na szczęście nie zgodziłam się na zabieg i pojechałam do drugiego szpitala, w którym po 3 dniach zlokalizowali ciążę w macicy. Niestety nie udało się jej utrzymać :( Poroniłam naturalnie. Od tego czasu przestałam marzyć i się modlić… :(

  16. Też należę do tego okropnego klubu. Mam trójkę dzieci, których nie mogę przytulić. Ale moja historia kończy się szczęśliwie bo z uroczym 5 latkiem i rozkoszną roczną pannicą.
    Warto walczyć. Z całych sił, mimo że czasem sił brak i łzy lecą jak grochy. Strach będzie zawsze, niezależnie ile czasu minęło od ostatniej straty. Ale warto!
    Sił Ci życzę!

  17. to już 4 lata od mojego przystąpienia do tego Klubu…. i dalej nie mogę się pogodzić ze stratą moich 2 Aniołków. Pojawiły się po 6 latach starań, stania na głowie z klaskaniem nie tylko uszami ale i rzęsami… niestety w 14 tyg ich serduszka przestały bić o tak jak pstryka się palcami… po badaniach wyszło że moja niedoczynność tarczycy nie życzyła sobie maleństw w moich organizmie….żal czarna rozpacz i spadanie w otchłań oraz wszechogarniająca pustka…. mój 7-letni wówczas synek powiedział do mnie jedno zdanie: Mamo nie płacz, masz mnie i jesteś mamą 2 aniołków, które były potrzebne gdzie indziej. Któż spodziewałby się takiej mądrości po 7latku a jednak :-)… po czterech miesiącach od straty zaszłam w kolejną ciążę i obecnie jest jeszcze z nami 3-letnia córeczka… ale moje Aniołki są cały czas w mojej i męża pamięci… to nie jest tak że z czasem zapominasz o koszmarnej statystyce i że tak miało być jak mówią pozostali… dla mnie to była strata naszych dzieci, a to boli bardzo, jeśli nie podchodzisz do tego jak do „produkcji dzieci” lub „łatwo przyszło łatwo poszło i tyle”.

    • Ja odczuwam stratę cały czas, jednak u mnie minął dopiero miesiąc i jest to bardzo świeże. Tak jak piszesz, to jest strata dziecka, nie będę o tym myśleć inaczej. Z moją tarczycą to też jest mocno dyskusyjna sprawa i chcę to doprowadzić do porządku przed ciążą. chciałabym, żeby spadła poniżej 2. Pozdrawiam serdecznie, Ania

    • Moj syn nie wiedzial ze wlasnie traci siostre lub brata ale tez wykazal sie wyczuciem slow i czasu. W dniu w ktorym mialam wstac z lozka tylko po to zeby umowic sie na zabieg przyszedl rano i tulac sie do mnie powiedzial „mamusiu kocham cie najbardziej na swiecie” a 14 miesiecy pozniej zobaczylam jak 5 latek placze ze szczescia bo bedzie mial rodzenstwo. Dzis kochaja sie z bratem jak malo kto :-)

    • Wiesz, u mnie minął miesiąc, nie wiem, czy za miesiąc już nie będę tak o tym myśleć. Daj sobie czas :( pozdrawiam

  18. Dzisiaj sie dowiedzialam ze od mojego partnera bratowa Collette byla w drugim miesiacu ciazy byla na usg okazalo sie ze serduszko nie bilo. Jest to bardzo smutne. Tez przez to przeszlam. Ale nie poddalam sie mam teraz wspanialego syna ktory za kilka dni roczek skonczy. Pozdrawiam i zycze powodzenia kochane.

  19. Witam! Ja również należe do tego klubu, nie byłam szczęśliwa po tym wydarzeniu ale jednak większość ciąż kończy się w 1 trymestrze z powodu ciężkich wad płodu. Może to brutalne ale chyba lepiej że poroniłam niż że moje dziecko mogło się urodzić ciężko chore. Pozdrawiam i życzę siły psychicznej.

    • Dziękuję. Jeżeli o to chodzi, to w pełni się zgadzam. Tak samo uważam, że lepiej, że to nie ja musiałam podejmować decyzję co robić, gdybym dowiedziała się, że dziecko urodzi się bardzo ciężko chore i zaraz umrze. Nie chciałabym musieć takiej decyzji podejmować. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego

      • współczuję Ci straty, też to przeżyłam 2krotnie i nie wiedziałam co się czuje w takiej chwili jak traci się ciąże i życie pod sercem.. teraz wiem i wiem też że najlepiej zrozumieją Cię dziewczyny które sa jedną na trzy… czas mija.. ból słabnie.. ale w pamięci zostaje.. zwłaszcza kiedy sie poddasz.. wiem bo ja sie poddałam

    • to fakt może tak było lepiej… ale dla kogo? patrze zazdrosnie na brzuchate mamy… i nawet nie zerkam na noworodki bo to boli..

      • Wiesz, może trudno Ci teraz o tym myśleć, ale najlepszym lekarstwem na ten smutek jest kolejna zdrowa ciąża i radosny bobas. Mój się właśnie wspina na mnie, aby przejąć telefon ;) Daj sobie czas, przeżyj żałobę po swojemu. Ja wierzę, że moja córeczka to ten sam dzidziuś, ta sama dusza, tylko w lepszym, zdrowszym ciałku

        • Nie chcę się śpieszyć za bardzo, bo nie chcę kolejnej ciąży przechodzić w strachu. Wiem, że obawa z tyłu głowy będzie cały czas, jednak najpierw chcę unormować sprawy zdrowotne, trochę się uspokoić, wrócić do normalnego trybu życia i wtedy się starać. Lekarz mówił 3 cykle, czy mi się uda tak szybko dojść do siebie? Nie mam pojęcia, chciałabym. Mam nadzieję, że może za rok też będę szczęśliwą mamą zdrowego dzieciątka :)

    • Hmm… skąd wiesz, że „większość ciąż kończy się … Z powodu ciężkich wad płodu”? Skąd wiesz, że Twoja skończyła się z tego powodu? Czyżby nie było innych przyczyn? Jest ich całe mnóstwo, a to co powtarzasz jest popularne tylko dlatego, że w prosty sposób „wyjaśnia” sprawę i odciąża kobietę od domysłów, że to „jej wina”, i zamyka temat. Gnębić się nie ma najmiejszego sensu, bo na tak wczesnym etapie i tak nie możemy nic zdziałać żeby uratować sytuację, ale z drugiej strony po trzech takich przypadkach należy Ci się pomoc specjalisty, więc nie zrzucaj waszystkiego na los.
      Pozdrawiam.

      • Tak wiem, że moja ciąża zakończyła się z powodu ciężkich wad. Nie powtarzam tego, żeby było mi lżej ale dołować się i brać winy na siebie (czego jednak chyba oczekujesz) też nie zamierzam. Na los nie zrzucam, po stracie ciąży wykonałam wiele badań aby następnym razem było wszystko ok. Gdybym zrzucała na los to najzwyczajniej w świecie olałabym sprawę i próbowała jeszcze raz. Teraz jestem w siódmym miesiącu i jak narazie wszystko wskazuję, że urodzę zdrową córkę. Uważam, że nawet jeżeli ktoś chce zrzucać na los to co się stało i dzięki temu nie dołuję się, nie wpędza w depresję to ma do tego święte prawo.
        Pozdrawiam

          • Dziękuję :) Dodam tylko, że w drugą ciąże zaszłam 9 miesięcy po poronieniu, nie jest tak, że się zapomina o tym co się stało ale napewno jest mi łatwiej. Trzymam za was kciuki dziewczyny, grunt to się nie poddawać! Co do jednego z powyższych komentarzy, że patrzenie na inne dzieci boli to całkowicie rozumiem. Ja po wyjściu ze szpitala dostałam zaproszenie na urodziny syna chrzestnego a że wiedziałam już 3 tygodnie przed poronieniem o tym, że z dzieckiem jest źle to nie chwaliłam się ciążą. Nie chciałam współczujących spojrzeń i pytań. Na urodzinach nie bolał mnie tak sam widok dziecka jak pierdyliard komentarzy i pytań ” kiedy Ty, a może u was będą bliźniaki bo to rodzinnie” itd. Wiedziałam, że nikt nie robi tego złośliwie ale szlag mnie trafiał.
            Pozdrawiam i trzymam kciuki, następnym razem musi się udać! :)

        • Nie napisałaś, że to Twój przypadek był spowodowany wadą genetyczną, tylko przypisałaś to większości poronień, więc nie zadałem Ci takiego pytania, czego z resztą bym nie zrobił. Ale było ogólnie, więc spytałem skąd takie przekonanie, które moim zdaniem niekoniecznie jest prawdziwe.

          Pewni możemy być tylko swojego przypadku, jeśli wykonaliśmy szczegółowe badania (czego raczej się nigdzie nie robi po pierwszym poronieniu, więc wiedzieć nie możemy). Sami lekarze mówią, że nie wiadomo co może być przyczyną, bo przyczyny bywają różne. Nie wiem skąd wrażenie, że „oczekuję” od kogokolwiek brania na siebie winy za to, co się stało. Wielkie nieporozumienie.

  20. Zapomniałam dodać, ze byłam juz po 30stce. Teraz jestem 42 letnią mamą – 7-latka i 2-latki.

    Urodziłam córcię na swoje 40-ste urodziny. Uwierzyłam, ze to możliwe.

    Moje dzieci są moim słońcem…

  21. Dwukrotnie zegnalam we lzach nasze Aniolki… Rozumiem wiec kazde Twoje slowo… i jest mi ogromnie, przeogromnie przykro, ze do Nas dolaczlas…

  22. Bylam w ciazy, poronilam (30 % statystyka). Zaszlam w ciaze, urodzilam dziecko. Uwazam, za przesadzacie i same sie w depresje wpedzacie tym nieustannym przezywaniem. Kilka dni temu rzucily mi sie w oczy wypowiedzi pani, ktora musi nalezec do sluzby medycznej – trzezwo patrzy na sprawe i nie boi sie tego powiedziec – maloscie jej nie zagdakaly. A ona po prostu duzo racji ma. Wspolczuje personelowi medycznemu, ktory musi z matkami, jak Wy obcowac. Oni na codzien sie spotykaja z prawdziwymi tragediami – dzieci rodzace sie niezdolne do zycia, matki umierajace podczas porodu, itp. – a oni musza pocieszac delikwentke, ktora plod w 11 tyg. ciazy stracila…

    • Witam, ja napisałam ten tekst, więc może się wypowiem. Jedna kobieta podejdzie do tego bez emocji, tak jak Ty, stwierdzi, że to statystyka, tak ma być, i już. Druga będzie przeżywać, tak jak na przykład ja. Nie uważam, żeby ktoś tu przesadzał, w którąkolwiek ze stron. Ta biedna pani, która została przez kobiety na forum niemalże zagdakana, pisała obraźliwe komentarze, często pełne negatywnych emocji. Niektóre z wypowiadających się kobiet straciły ciążę w 14 tygodniu, niektóre w 19, są też takie, które straciły ją w 6. W żadnym wypadku nie uważam za słuszne, by napisać, że to co straciły, było tylko wyskrobinami z macicy. Ja na usg widziałam małego człowieka, mam powiedzieć sobie, że sorry, to był tylko płód, więc spoko? Będę miała następny, który przy odrobinie szczęścia kiedyś zostanie człowiekiem? Jeżeli Ty straciłaś płód, to ok, ja się z tym nie kłócę. Tylko nie mów kobietom, które przeżywają to w inny sposób, że to przesada. Co do personelu medycznego, to tak jak napisałam, zdaję sobie sprawę, jakie rzeczy widzą, więc też nie sądzę, żeby komukolwiek tam przeszkadzało, że kobiety rozpaczają, to dla nich codzienność. Pozdrawiam, Ania

      • Błagam, nie przejmujcie się kimś, kto nie przejmuje się Wami. Ja się nie przejmuję, mimo że przeczytałam tutaj pewne negatywne komentarze na temat tego, co piszę. Ja wiem, co straciłam, ktoś uważa inaczej, jego sprawa. Naprawdę, nie warto się przejmować. Pozdrawiam

  23. hej,chcac nie chcac rowniez naleze do tego klubu,ponad rok staran o dziecko,wreszcie dwie kreski, plakalam ze szczescia jednak trwalo tylko szesc miesiecy potem lzy rozpaczy- pekniety pecherz plodowy,szpital i porod,niestety nasza niunia byla zbyt mala aby dac rade zoztac z nami :( zostalismy sami z wielka tragedia i anolkiem ktory na zawsze zostanie w naszych sercach

    • a który to był tydzień ciązy? jeśli można spytać.. Ja również urodziłam w 6 miesiącu, dokładnie w 25tc moje dziewczynki (bliźniaczki), ale dzięki bogu i przede wszystkim lekarzom z oddzialu neonatologicznego i chęci do życia dziewczynek, moje córeczki przeżyły, skończone 17 miesięcy, i są zdrowe. Moje dwa cuda <3

      • Ja miałam o wiele wcześniejszą cążę, o braku tętna dowiedziałam się w 12 tygodniu, właśnie się cieszyłam, że skończyłam pierwszy trymestr, ten najgorszy. No i skończyłam, a razem z nim ciążę :( dziecko prawdopodobnie przestało się rozwijać na granicy 9-10 tygodnia, ciężko stwierdzić. Pozdraowienia dla Ciebie i Twoich cudów ;) dużo zdrowia :)

        • w rodzinie kuzynki, jest dziewczyna która ma córeczkę 5 letnią, i dwa razy straciła dzidziusie. raz było to pod koniec pierwszego trymestru, i w krótkim czasie od tej tragedii zaszła ponownie w ciąże ( straciła dziecko w pażdzierniku 2013, a w styczniu 2014 już była w ciązy). Niestety nie miała tyle szczęścia co ja( ja byłam w 25tc kiedy okazało sie że szyjka macicy mi się skróciła, tak bardzo że lekarze mówili że praktycznie mi całkowicie zanikła, przewieziono mnie do Krk do szpitala z bardzo dobrym oddziałem neonatologicznym i po paru dniach urodziłam), była w 23tc kiedy zaczeło sie coś niedobrego dziać, mimo iz dziewczynka ważyła az 600g ( moje małe miały po 750g i 720g) żaden z krakowskich szpitali jej nie przyjął ( teoretycznie skrajne wcześniactwo zaczyna sie od 23tc mimo że zdarzają sie przypadki uratowanych dzieci w 22tc, jednak ta granicą od której dzieci przeżywają jest i od której szpitale przyjmują ciężarne z zagrożeniem przedwczesnego porodu jest 24tydzień) i urodziła w miejscowym szpitalu, kruszynka żyła tylko godzinę..;(

  24. Przytulam Cię;) i życzę ukojenia bólu. Trzymam za Was kciuki.
    Jeżeli tylko możesz i masz na to ochotę proszę odezwij się na maila.

  25. Należę do tego klubu, mimo że nigdy mi oto nawet do głowy nie przyszło… Pierwsza ciążą ksiązkowa a druga…
    Nie poddałam się :) i jestem juz mamą dwulatka :)
    Bądź dzielna i silna :)
    Pozdrawiam Cie serdecznie!

  26. Stracilam moje dziecko w czwartym miesiacu ciazy,czulam sie dobrze czekalam na ruchy dziecka, na usg pojechalam z 4letnia coreczka (to miala byc taka niespodzianka na swieta), pan ktory robil usg popatrzyl na mnie i spytal ile mam dzieci , odpowiedzialam ze dwoje (coreczke i synka) a on odpowiedzial ze nie czuje bicia serduszka, zawolal kolezanke ktora potwierdzila.SZOK! staralam sie byc dzielna, corka nie wiedziala co sie dzieje.MASAKRA! potem czekanie na lyzeczkowanie, spieprzony zabieg,krwotok, kolejny zabieg.A ja tak bardzo chcialam miec swoja wymarzona 3.Minelo 3 lata, wciaz boli, wiem ze nic i nikt nie zastapi mi straty tego maluszka :-(

  27. Witaj:) Ja też należę do tego klubu, jestem jedną na trzy – co brzmi strasznie do tej pory dla mnie, moja pierwsza ciąż nie była planowana chociaż po ślubie i stało się tak samo jak u Ciebie a moja pierwsza córka przyszła w rocznicę zabiegu a druga trochę czasu po niej. Pierwsza ciąża skończyła się poronieniem potem był strach ale wszystko było dobrze i donosiłam i urodziłam dwa kolosy. Pozdrawiam i 3mam kciuki.

  28. Może ja do tego klubu nie należę, ale poczułam uścisk w sercu i potrzebę…hmm.. wyżalenia się?
    Staram się od trzech lat.. i nic.. wyniki dobre. Ba! coraz lepsze a dzidziusia jak nigdy nie było tak i nie ma.
    Czasem się martwię czy w ogóle kiedykolwiek będę mamą? Ta nie moc że nie potrafię zajść w ciążę jest okropna..
    Najgorsza jest ta nadzieja, kiedy @ się spóźnia a ja czekam, a później odchorowuje to płaczem.. kilkudniowym, tygodniowym..
    Teraz znowu czekam, drugi tydzień czekam aż przyjdzie.. wiem że przyjdzie, bo ją czuję, jednak nie mogę wyrzucić myśli o ciąży z glowy.. wiem że będzie płacz i zawodzenie, staram sie na to przygototwać, jednak chyba nie jestem w stanie..
    Przepraszam ze się rozpisałam ale chyba było mi to potrzebne.. Pozdrawiam i życzę owocnych starań wszystkim przyszłym mamuśką, i szybkich rozwiązań wszystkim w tym pięknym stanie ;)

  29. Ja też należę do klubu. Mija już pół roku i wciąż boję się spróbować bo a nuż będzie powtórka…Czy robiłyście jakieś badania przed kolejnymi próbami?

    • Właśnie ja się powstrzymuję. Lekarz powiedział, żeby nie robić, że trzeba zakładać, że z następną ciążą już wszystko będzie dobrze i że to poronienie incydentalne. Jedyne co, to ja miałam podwyższone TSH w ciąży, najgorszy wynik to było 3,98 przy normie do 4,0. Zaczęłam przyjmować jod i spadało. Po zabiegu przestałam i znowu wzrosło. Teraz dalej biorę, za miesiąc zrobię wyniki i pójdę do endokrynologa skonsultować, bo jeżeli w ciąży przekracza 2,5, to czytałam, że powinno się przyjmować lewotyroksynę. Zobaczymy, jaki będzie wynik za miesiąc.
      Ja bym chciała przestać uważać w lipcu, 3 miesiące po zabiegu. Ale czy głowa będzie gotowa? to się okaże. Nic na siłę.
      Pozdrawiam :)

      • a kwas foliowy? czytalam ze kwas foliowy pomaga w utrzymaniu ciazy…czy wiesz co dokladnie sie stalo? czy po prostu Ci powiedzieli 1 na 3, tak sie dzieje, no to pa…sa przeciez rożne przyczyny. nic Ci dziecka nie wroci I pocieszanie mozna sobie wlozyc wiesz gdzie… do lipca jest jeszcze miesiac, nie sadze zebys psychicznie byla gotowa, ale w koncu nie znam Cie I nie wiele moge powiedziec. trzymaj sie cieplo.

        • Kwas foliowy brałam już przed ciążą i w trakcie jej trwania również. Teraz znowu zaczęłam. Nic nie powiedzieli, tak się po prostu stało, przyczyna nieznana. Po prostu znalazłam się nie w tych % ciąż, co chciałam. Co do terminu ponownych starań, zobaczymy, co będzie w lipcu. Nawet ja nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, czy będę gotowa. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc ciężko stwierdzić. Chciałabym bardzo, ale jak w lipcu będę jeszcze odczuwać strach, to raczej poczekam, aż mi przejdzie. Po prostu wierzę, że mam szansę na ciążę ze szczęśliwym zakończeniem, mam nadzieję, że nie będę musiała długo na to czekać. Pozdrawiam :)

    • Ja tez jestem w tym klubie. Staralismy sie 2 lata. Juz myslalam ze nic z tego, a w koncu zaszlam w ciaze. Niestety poronilam. Bol okropny…Nie widzialam meza nidgy wczesniej placzacego. Ale do sedna. Stwierdzilam ze juz nie bede sie starac bo strata za bardzo bolala. Nie chcialam nastepnych 2 lat robic testow i sobie nadziei. Po 1 miesiacu jednak znowu zaszlam i teraz mam cudowna malutka dziewczynke! Nie poddawaj sie. :)

      • :) Gratuluję ! Widzisz, czasem życie tak doświadcza. Co ma być to będzie, może nie jest to coś, co chcemy słyszeć, ale niestety, losu nie oszukasz. Ja czekam z niecierpliwością na swojego bobaska :) pozdrawiam

    • Strach zostaje juz na zawsze i najpierw towarzyszy mu pytanie czy chce ponownie probowac a potem kazdego dnia ciazy. Wiekszosc lekarzy stara sie nie wpadac w wir badan po 1 poronieniu i statystyki mowia ze nastepna ciaza nie jest bardziej zagrozna. Procz poziomu hormonow ze wzgledu na przedluzajace sie krwawienie nie robilam zadnych badan i nastepna ciaza byla ksiazkowa. Synus ma dzis 3 latka :-)

  30. jestem w 7mym mcu ciązy, i moja osobista mała tragedia nie równa się żadnej z tutaj opisanych ale poczułam nieodpartą potrzebę podzielenia się. za około 3 mce mam rozwiązanie, póki co tak jak i w Twoim przypadku- wszystko jest dobrze: badania, wyniki, tętno, samopoczucie, ale 2 tyg. temu pod własnym domem znalazłam martwego, ukochanego zwierzaka – tego, który ogrzewał mi brzuch, łasił się do niego, czasami nawet miałam pseudo uczucie ze Mały kopie w odpowiedzi na to mruczenie. Nie wiem czy to praca hormonów czy ja jestem chora psychicznie ale wszystko mi zbrzydło, mam huśtawkę nastrojów, od 2 tygodni doła, nie mogę sobie darować że na własnym podwórku, czuje się jak zły rodzić, zastanawiam się co będzie jeśli spuszczę oczy z Małego a on mi nagle przepadnie? do tej pory nie martwiłam się, teraz dostałam szajby. nie wiem co mam ze sobą zrobić.

    • Wiesz, to chyba normalne, że trochę „wariujesz” w ciąży, że się martwisz. Za ok, 3 miesiące wielki dzień :) hormony to jedno, strata zwierzaka to nic przyjemnego, wszystko się złożyło na raz i pewnie stąd ten dół i lęki. Zobaczysz, urodzi się dziecko, to instynkt Ci powie, jak się nim opiekować :) TRzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie, pozdrawiam, Ania

    • W ciazy odczuwamy duzo mocniej wszelkie emocje a juz najbardziej strate wiec nie dziw sie ze tak przezywasz strate domownika. Takie mamy ktore przewiduja ze moze sie wydarzyc nieszczescie sa o wiele czujniejsze i przez to ich dzieci sa bezpieczniejsze niz takich beztroskch mam. Wiec uszy do gory bedziesz fajna mama i jak posluchasz instynktu to bedziesz wiedziala jak zapewnic dziecku bezpieczenstwo!

  31. No cóż mnie przyszło urodzić martwego synka w 9 m-cu(uduszony pępowiną).Pamiętam jak wkurzały mnie te pocieszania,bo ja chciałam mieć właśnie to dziecko,a nie kiedyś,jakieś.Dziś jestem dumną mamą trzech wspaniałych drągali i tak sobie myślę ,że cierpienie to po prostu część życia.Umierają rodzice,dzieci,współmałżonkowie nie ma na to żadnej rady.A żyć trzeba..

    • Dokładnie, u mnie podobnie… 6 lat temu myślałam, że świat się zawalił, że się położę do łóżka i nie wstanę. Nadal niewiem jakim cudem dałam radę. Teraz mam dwóch synków 4,5 i 1,5 roku. Myśle, że trzeba uczepić się myśli , że następnym razem się uda.

    • Witam,
      Też mam nadzieję, że nam się uda, muszę tylko przejść przez to i poukładać sobie wszystko w głowie. Jednak same Panie wiecie, że nie jest to takie proste. Ja poroniłam raz, to była moja pierwsza ciąża, mam nadzieję, że ostatnia zakończona przedwcześnie, w ten sposób, bez płaczu zdrowego dziecka na mecie. Nie wiem, jak bardzo ciężko byłoby mi się podnieść, gdyby spotkało mnie to kilkukrotnie. Mam dużo szacunku do kobiet, które przeżyły taką tragedię i potrafią o tym mówić. I słowa pocieszenia z podawaniem takich przykładów i pokazywanie, że może się udać, że się uda, też jest bardzo wazne. Pozdrawiam serdecznie, Ania

      • ja dwa razy poroniłam..pierwszy raz brak tętna…drugi raz puste jajo płodowe…mam niedoczynność tarczycy,ale hormony pod stałą kontrolą były…robiłam jakieś badania dopiero po drugim poronieniu…hormonalne i od ginekolog które mi zapisała plus histeroskopia…wszystko okazało się ok i chyba hamulce puściły w głowie…uspokoiło mnie to,że wszystko ok i można próbować…mówiłam do 3 razy sztuka..teraz mam dwójkę słodkich łobuziaków 4latkę i roczniaka…tak na marginesie dodam moja ciocia zanim urodziła córeczkę to 9 poronień przeżyła…głowa do góry uda się…najgorsza później to ta kontrola, jak już jest się w tej ciąży czy się nie plami itp. jak tylko poczuje się wilgoć na bieliźnie

        • 9 poronień? Nie wiem, czy psychicznie bym dała radę. Mama nadzieję, że u mnie się skończy na jednym, już i tak to jest o jedno za dużo. Będę się starać, żeby wszystko było ok :0 nie mam niedoczynności tarczycy, mam podwyższone wartości, ale nikt nie staweirdza niedoczynności. Przed ciążą będę chciała, żeby endokrynolog trochę mi te wartości obniżył, właśnie po to, żeby głowa była spokojna. Pozdrawiam :)

  32. Poradzę Ci to co poradził mi mój cudowny lekarz- wyjedź gdzieś, odpocznij. Ja po takim wyjeździe miesiąc po poronieniu wróciłam w ciąży. Oskarek ma już dwa latka :-)

    • Ja trochę czasu spędziłam teraz w domu. Robiliśmy sobie weekendowe wypady. Teraz wracam do pracy, mam zamiar zacząć żyć tak, jak żyłam do tej pory i mam nadzieję, że tak jak tym razem, nie będę musiała długo czekać na ciążę. A jak będzie, to się okaże. Nie chcę próbować od razu, mój lekarz zalecił, żeby poczekać 3 cykle, więc posłusznie czekam. Będę wtedy spokojniejsza, że wszystko już wróciło do normy. Cieszę się, że Ci się udało, takie przykłady dają nadzieję :) pozdrawiam serdecznie

  33. A czy gdziekolwiek trafiłaś na informację o tym, żeby nie histeryzować, nie popadać w paranoję i nie szaleć, bo to może zabić dziecko nim jeszcze przestanie przypominać kształtem dziecko?

    Najczęstszą przyczyną poronienia jest stres matki.
    Jeżeli jesteś zestresowana to twój organizm będzie zwalczał zarodki.

    • Witam,
      Tak trafiłam, nie, nie popadałam w paranoję i nie szalałam. Martwi się chyba każda młoda mama. Tylko nielicznym udaje się przejść przez ciążę bez lęku, bez pytania „czy to prawidłowe, jak…”. Moje dziecko już przypominało kształtem dziecko i nie sądzę, żeby przestało się rozwijać przez mój stres. Dziękuję za opinię i pozdrawiam.

    • Bardzo niegrzeczny komentarz. Autorka pisała tu o uzasadnionej znieczulicy personelu szpitalnego, ale Twoja znieczulica mnie najnormalniej przeraziła. Jak masz komuś dogryzać to może w ogóle się nie odzywaj tylko swoją frustrację wyładuj w jakiś inny sposób.

      • Twoja głupota jest porażająca. Uważasz, ze głównym tematem wpisu była „znieczulica” personelu? Gratuluję zdolności czytania ze zrozumieniem.
        Co do frustracji, to idź za swoją radą, bo najwidoczniej niewyżyta jesteś.

        Mój komentarz każdy średnio inteligentny człowiek przeczyta z taką samą obojętnością z jaką ja go pisałem. Trzeba mieć paranoję i manie prześladowczą by uznać cokolwiek co napisałem jako atak frustrata.
        Autorka pisze o różnych informacja jakie wyczytała na forach i stronach z poradami dla mam w ciąży, ale nie wspomniała o tematyce stresu, a to właśnie stres jest wielokrotnie elementem kluczowym przeszkadzającym w zajściu i utrzymaniu ciąży.

  34. Do ciąży miało nigdy nie dojść, Syn ma 10 lat. Kilkuletnie starania o rodzeństwo dla niego i nic. W pewnym momencie wszystkie objawy były, ale bałam się zrobić testu, po blisko 2 miesiacach w 90% było poronienie. Czasem o tym myślę i ja i mąż…. na szczęście nasz kolejny mały Cud od 3 lat jest z nami :)

  35. Witajcie „Klubowiczki”,

    w miniony dzień matki miałam masować 6-miesięczny brzuchol i opowiadać mu/jej jak kiedyś będziemy puszczać latawce i oglądać chmury. O tym, że 20 lat czekałam na niego /nią i jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi… Nie doczekał(a) latawców, chmur, ani nawet tego mojego głaskania po brzuchu. Nic tez nie zapowiada, żebym kiedykolwiek miała jeszcze jakiś brzuch do głaskania… pusta dziura po sercu…

    • Nie wiem, co Ci napisać. Rozumiem pustkę, naprawdę. Mam nadzieję, że mimo, że jest tak ciężko, wszystko się dla Ciebie pomyślnie ułoży. Pozdrawiam

  36. Witaj,
    wiem co przeżywasz, też niestety przez to przeszłam półtorej miesiąca temu. Straszny ból, pustka i niemoc. Nasze maleństwo było z nami tylko 11 tygodni później tętno zniknęło… Szpital, zabieg, trauma…. Ale razem z mężem wierzymy ze w niedługim czasie zostaniemy rodzicami, a nasz Aniołek nad nami będzie zawsze czuwał.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia !

    • My też wierzymy :) zaczniemy go zapraszać gdzieś o lipca, teraz chwilę się do tego nasze głowy przygotowują, żeby być spokojnym :) Również pozdrawiam i trzymam kciuki :)

  37. Witam
    tez znam ten ból z pierwsza ciążą było wszystko ok urodziła sie zdrowa córcia dlatego nigdy bym nie pomyslałam ze przy nastepnej bedzie cos nie tak.a tu niestety 2 nastepne ciąze poroniłam i dopiero 4 urodził sie synek choc okazało sie ze ma wade serduszka ale teraz jest ok.
    Pozdrawiam

  38. Witam,
    Niestety ja mam aż 5 kart członkowskich tego klubu, na szczęście po tym wszystkim otrzymałam podwójną kartę członkowską klubu mama, więc głowa do góry dla Ciebie też zaświeci macierzyńskie słoneczko. Pozdrawiam

    • na tę kartę właśnie czekam, jak wszystkie kobiety, które piszą swoje historie na forum. Cieszę się, że Tobie w końcu się udało. Warto walczyć, prawda? :) pozdrawiam

  39. oh i ja do tego klubu należę, ale i należę też do tego drugiego! w końcu się udało. Tak więc z CZWARTEJ ciąży! mam ślicznego synka;-)
    i mam nadzieję, że „wrota się otwarły”
    Niestety przeszłam przez 2 poronienia i jedną ciążę pozamaciczną. Grunt to się nie poddawać! Trzymam za Ciebie kciuki!

  40. Witam,
    Nie jesteś sama autorko, o pierwszą ciążę staraliśmy się ponad rok. Na gwiazdkę zobaczyłam 2 kreski na teście.
    Niewyobrażalna radość. W 10 tygodniu okazało się, że nie ma tętna. Czekał mnie szpital i łyżeczkowanie.
    Nie poddaję się jednak, mimo iż często myślę o naszym dziecku. Jeszcze będę mamą. Pozdrawiam.

    • na pewno będziesz. Ja też w 10 tygodniu usłyszałam wyrok, a teraz jestem najszczęśliwszą mamą na świecie – moja córka ma już 5 lat i każdego dnia za nią dziękuję:)

  41. mnie też to spotkało niestety :( teraz po dwóch latach od tamtego czasu mam wspaniałego synka :) mimo wielu problemów zdrowotnych chora tarczyca cukrzyca w drugiej ciażynaszczęscie mały jest cały i zdrowy :) ciąże jeśli chodzi o psychike przechodziłam tragicznie ciągły stres i płacz tego nie zapomina się nigdy zwłaszcza gdy idzie się na USG i na pierwszej wizycie słyszy się że serce nadal nie bije a powinno czułam się tak jak bym dostała drugiego porządnego kopniaka od życia naszczęscie po tygodniu okazało się żę mały rozwiaja sie wspaniale a teraz kiedy mam takie małe słoneczko przy sobie ból po stacie córeczki łagodnieje i przestaje tak bardzo boleć jednak na kolejne dziecko niestety ale sie nie zdecyduje psychicznie nie dam rady przeżywać tego stresu mimo że warto ;)

    • Ja tarczycę teraz sprawdzam, dzisiaj odbieram wyniki, bo w ciąży wyszedł wynik w górnych granicach normy, najpierw 3,98, później 3,1, póxniej 2,6, ale to i tak za wysoko. Przed kolejną ciążą chcę to doprowadzić do porządku. Cieszę się, że udało Ci się, mam nadzieję, że mi również się uda. Pozdrawiam :)

  42. Dołączyłam do klubu w 2009 roku, Mam córeczkę z drugiej ciąży. Ale tego kawałka serca, które umarło wtedy – nie mam. I myślę, że tak powinno być. Parotygodniowa kruszyna, może sobie być dla całego świata płodem, dla mnie była i jest dzieckiem, którego nie zdążyłam nawet dotknąć. Ból, żałoba, a później pamięć. Ten stan można tylko jakoś zaakceptować i żyć dalej. Nie myślę, że kiedykolwiek jakoś się uda zapomnieć. Niestety członkostwo w tym klubie jest dożywotnie.
    Nie popędzaj czasu, daj sobie czas na żałobę.

    • Maria Suchocka sie zagotowala.

      Otoz napisalam wrednie I jadowicie bo znizylam sie do jej poziomu.
      Przeliterowanie nie jest oznaka nieuctwa.
      A patologiczne zachowanie jest rowniez u Ciebie.
      Nie plakac za czyms czego nie ma? Czyli Twoj maz rowniez nie moze liczyc na to ze po smierci bedziesz o nim pamietac I tesknic bo zajmiesz sie soba, tak? Jego tez juz nie bedzie.
      Asia mam 2 cudownych dzieci czyli jestem matka polka? Nie wiem co jest obrazliwe bycie matka czy Polka.
      Dzieci byly moim wyborem I przez to ze je mam nie zmuszam innych by mieli wiec przestancie nazywac te dziewczyny , ktore cierpia matkami-polkami. Moze dla was to plod I cos czego nie ma a dla nich to bylo spelnienia marzen I nadzieja ze w koncu sie udalo.
      Nie wiem po co to wtracenie z proba poronien bo nie stac na zabieg- absolutnie nie adekwatne do tematu.
      Pozdrawiam

    • Moja siostra poronila 2 razy. Lekarze stwierdzili ze wszystko jes ok. Po tym 10 lat w ciaze nie mogla zajsc I ba- mama 2 dzieci. Zaszla w ciaze jak juz sie poddala I przestala o tym myslec. Trafila na pania ginekolog, ktora polecila jej brac aspiryne codziennie w najmniejszej dawce- nie pamietam od ktorego tygodnia (8-10). Mysle ze najwazniejsze w tym wszystkim jest sie wyciszyc, uspokoic I znalesc sobie jakies zajecie , ktore pozwoli ci o wszystkim zapomniec. Mam wiele kolezanek ktore przez to przeszly I spokuj im pomogl.
      Wiem, ze to bardzo ciezko nie panikowac kiedy znow zajdziesz w ciaze I o tym nie myslec ale wewnetrzny spokuj I myslenie ze jak sie uda to sie uda, zobaczymy naprawde pomaga. Moje kolezanki poprostu sie wyciszyly nie probowaly zajsc w ciaze poprostu zostawily wszystko losowi. Stres jest bardzo zly I jego wplyw ma bardzo negatywne skutki.
      Zycze Wam wszystkiego co najlepsze I duzo spokoju Kochane

      • Z tą aspiryną to chodziło o rozrzedzenie krwi. Ja też straciłam dwie ciąże. Okazało się, że mam zespół antyfosfolipidowy. Moja krew jest za gęsta, by łożysko mogło się dobrze wykształcić i dlatego moje dzieci nie mogły się dobrze rozwijać. Jak się okazało, że jestem w ciąży trzeci raz, to zaczęłam brać lek na rozrzedzenie krwi i dodatkowo zastrzyki w brzuch o takim samym działaniu. Udało się.

  43. Chcę powiedzieć, że nie zawsze poronienie jest spowodowane wadami płodu, konfliktem między żoną a mężem. Ja miałam mięśniaki i z tego powodu miałam zagrożoną ciążę. Nie miałam problemu z zajściem w ciążę, ale z donoszeniem jej były duże problemy. Leżałam przez całą ciążę, brałam dużo leków ponieważ macica z powodu mięśniaków nie była wystarczająco elastyczna i nie chciała się rozciągać. Miałam kilka razy przedwczesne skurcze i tylko dzięki szybkiej reakcji mojego ginekologa, który od razu kierował mnie do szpitala a tam dostawałam kroplówki fenoterolu (teraz się go nie stosuje). Tylko dzięki mojemu wspaniałemu ginekologowi urodziłam córeczkę. Moja znajoma wiele razy roniła u jej dzieci przestawało bić serduszko. W końcu trafiła do świetnego lekarza, który po wynikach badań stwierdził, że ma gęstą krew i dziecko dostaje z tego powodu coś jak zawał serca. Brała laki na rozrzedzenie krwi, dużo piła i kolejną ciążę donosiła i to bez żadnych problemów. Chcę Wam powiedzieć, że zawsze jest jakiś powód problemów z donoszeniem ciąży. Mówienie przez lekarzy, że wszystko jest OK, a wy jednak ronicie to nieprawda. Zawsze jest jakiś powód tylko lekarz musi go znaleźć i pomóc. Mam jedno dziecko, bo niestety musiałam usunąć macicę z powodu dużej liczby mięśniaków i licznych ognisk endometriozy. Trzymam kciuki, bo wy macie jeszcze szanse na kolejne dzieci, ale uwierzcie mi, że jakiś powód jest. Szukajcie dobrych lekarzy, specjalistów.którym zależy. Ja takiego znalazłam i jestem mu dozgonnie wdzięczna. Jemu zależało żeby uratować moją córcię, a dodam, że to jest młody lekarz , ale z ludzkim podejściem.

    • Maria Suchocka.
      Moja drogia , czytajac Twoje komentarze na poczatku bardzo bylam zla, natomiast pozniejsze mnie zaczely bawic;))
      Ciagle napominasz o mezczyznach. Mysle , ze Twoje zycie jest strasznie smutne I tak naprawde nie masz nic do roboty, zadnych zainteresowan aby tak ciagle odpisywac na komentarze. Jesli jestes kobieta -w co watpie to nikt z pewnoscia Ciebie nie kocha I brak orgazmu wywoluje wiele flustracji. Chociaz tak naprawde mysle , ze jestes facetem , ktoreko reka juz boli od masturbacji I starasz sie dolowac innych bo wtedy nie bedziesz sam .
      Pozdrawiam serdecznie
      Ps. Polecam prostytucje;))

      • KALKA weź Ty sie kobieto puknij w głowę. Czy jak kobieta ma inne zdanie niż ‚matki polki’ to znaczy że jest niekochana? że nie ma orgazmow?że nie ma co robić? Po czym to oceniasz? To takie płytkie i w sumie najłatwiejsze ocenianie.
        Ja mam całkiem przyzwoite życie z fajnym facetem – wkrótce meżem i moze tez niedlugo postaramy sie o dziecko a uważam że Maria Suchocka ma wiele racji z tym co pisze. I jak ma sie do tego Twoja teoria? NIJAK.

      • Taki śmieć jak ty „KALKA” to możesz albo prostytutką być,albo byłaś.Zwykłemu człowiekowi nawet do głowy nie przyjdzie zadawać się z patologią.Jestem wykształconą,zamężną kobietą.Umiem poprawnie pisać,w przeciwieństwie do ciebie,nieuku.

    • ja prawie 3 miesiace temu dolaczylam do tego innego klubu bo do klubu jednej na trzy trafilam w 2013 roku. wlasnie synka karmie piersia.

  44. Witam wszystkich,
    Przede wszystkim chciałam podziękować Wam za wszystkie miłe słowa, które zostały napisane w komentarzach. Strasznie mi przykro, że tyle z nas musiało przeżyć taką stratę.
    Ten wpis jest dla mnie szczególnie ważny. Kiedy go pisałam, właśnie osiągałam etap akceptacji tego, co się stało. Wcześniejsze posty były bardziej emocjonalne, musiałam to wszystko z siebie wyrzucić. Później przyszedł czas refleksji i jego owocem jest właśnie post „Jestem jedną na trzy…”
    Bardzo proszę wszystkich udzielających się na forum, by uszanowali zdanie i uczucia pozostałych komentujących. Przyznam, że boli mnie, że wpis, który jest dla mnie tak ważny, dla niektórych stał się powodem do dyskusji na temat nazewnictwa medycznego. Tak, lekarz moje dziecko mógłby określić jako PŁÓD, to prawda, jednak nawet on tego nie zrobił, mówił o dziecku. Lekarz, doświadczony, ceniony. Tak jak napisałam już gdzieś niżej, do tych wszystkich, którzy za cel postawili udowodnienie pozostałym, że nie straciły dzieci, tylko płody: otóż mój PŁÓD miał bijące serce, rączki, nóżki i śliczną, kształtną główkę. Od momentu dowiedzenia się o ciąży mówiłam, że to nasze dziecko i nigdy o nim inaczej nie pomyślę. Nie wiem, dlaczego niektórych tak to denerwuje. Nie macie innych problemów? Szkoda, że niektórzy nie zrozumieli, jaki jest sens tego wpisu.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę Wam przede wszystkim dużo szczęścia, głowy do góry :)
    Ania

    • Naprawdę mi przykro z powodu Twojej straty. Jakkolwiek bym sie kłóciła o nazewnictwo i inne sprawy z tym tematem związane, nie zmienia to faktu, że współczuje Tobie i innym którym się to przytrafilo.

      • Dziękuję. Ja po prostu proszę, żeby uszanować zdanie i uczucia innych. Jeżeli ktoś na ciążę patrzy jedynie z medycznego punktu widzenia, to ma do tego prawo. Ja nie wmuszam na siłę nikomu swojego zdania. Dziwi mnie po prostu, ile negatywnych emocji jest w niektórych komentarzach. Pozwólmy każdemu przezywać stratę ciąży na własny sposób. I oby jak najmniej z kobiet musiało przez takie coś przechodzić. Jedna kobieta pójdzie na zabieg i jej to nie ruszy, druga będzie miała potrzebę zorganizowania pochówku. Nikt nie ma prawa oceniać, która postąpiła lepiej, to ich sprawa. Pozdrawiam :)

        • Moja koleżanka nigdy nie była w ciąży, a też bardzo cierpi, bo bardzo by chciała. Mówi, że jak zajdzie w ciążę to będzie to czas oczekiwania na dziecko, a nie poczucie, że już na pewno ma dziecko, bo ona nie chce się rozczarować jeśli nic z tego nie wyjdzie. Miała już In-vitro, ale nie skończyło się ciążą. Nie uważa tych zamrożonych zapłodnionych komórek za dzieci.

          • Ok, nie uważa za dzieci, ale chyba uznaje, że to ludzkie embriony? Coś, z czego rozwiną się ludzie? Od którego momentu embrion staje się człowiekiem? Jesteś w stanie (czy Twoja koleżanka) odpowiedzieć na to pytanie? Jeśli nie, to musisz uznać, że tym momentem jest chwila, w której plemnik wnika w komórkę jajową. Wcześniej to był tylko (albo aż) żywy materiał genetyczny w dwóch osobnych częściach. Od tej pory jest to żyjący organizm, który przez dziewiętnaście lat będzie bardzo dynamicznie dojrzewał.

  45. Moje Drogie!
    Bardzo Wam wszystkim współczuję. Nawet nie mogę sobie wyobrazić, tej rozpaczy po utracie dziecka = NADZIEI. Życzę Wam wszystkim siły i miłości. I spełnienia marzeń :-)

    • A moje pierwsze dziecko zmarlo w wyniku zle poprowadzonego porodu- ciezka zamartwica, potem coreczke urodzilam, o 3 ciaze staralismy sie dlugo,w koncu sa 2 kreseczki,blizniaki, w 21 tyg.dowiadujemy sie ze to 2 chlopcow z czego jeden ma ciezka,kiedys letalna wade serduszka. W 28 tyg.u niego odkleja sie lozysko,ratuja nas cesarka. Lezal w szpitalu przez 3 miesiace bo nie mogl wagi zrobic teraz w hospicjum czeka na operacje, nie wiem jak bedzie w koncu w domu,czy dam psychicznie sie nim zajmowac. Dla niego kazda infekcja to praktycznie wyrok smierci,sinienia,bezdechy…nie chce zeby sie meczyl. Zycie prowadzi przez ciernista droge…tylko po co. Przytulam mamy po stracie

  46. Szkoda w ogóle tu pisać ale napiszę bo szlag mnie trafia jak niektóre wpisy czytam. Byłam w ciąży 7 razy i tyle samo miałam poronień i to nie oznacza że świadomie zabiłam swoje dzieci. Co za bezmózg jakiś mógł tak napisać, nigdy nie stosowałam antykoncepcji ani żadnych używek. Lekarz twierdził że jest wszystko w porządku. Znieczulica była i będzie ja nie chcę współczucia ale nie pozwolę aby mówić tak o kobietach, które straciły swoje dzieci. Nikt nie jest Bogiem i nie wie czy da się donosić ciąże czy nie, żaden lekarz mi nie powiedział że nie powinnam zajść w ciążę bo narażam na ” zabicie” swoje dziecko. POWTARZAM NIKT TEGO NIE WIE.

    • Nie badz taka zszokowana Matko Polko. Skoro wszystko jest grzechem w tym durnym kraju to tylko czekac az bedzie zabronione zachodzenie w ciaze jak sie poroni 2 razy. Po czesci rozumiem argument ze jest to swiadome skazywanie dziecka na smierc, bo skoro poronilo sie 5 razy to jest bardzo duze prawdopodobienstwo ze sie poroni 6ty. Takie sa fakty. Wiecej matematyki a mniej slepej wiary!

      • A skąd niby miała wiedzieć że następna ciąża nie zakończy się sukcesem? Jak można pisać że skazuje się dzieci na śmierć skoro bez jej starań żadne nie miałoby szanse na przeżycie? I znowu wychodzi na to, że kobieta jest winna…Nie rozumiem cię, Ty nie rozumiesz nas również najwyraźniej. Życzę ci byś nigdy nie musiała przez to przechodzić. Moja przyjaciółka mówiła podobnie. Radziła by cieszyć się życiem, bawić, po posiadanie dzieci najważniejsze nie jest. Zmieniła zdanie, gdy przez kilka miesięcy nie mogła zajść w ciąże. Wtedy to ja musiałam ją wspierać, gdyż bardzo tego potrzebowała. Widać niektórzy sądzą że dawno już założyłyśmy szaty pokutne i się biczujemy za każdym razem gdy się nie uda. To nieprawda. Mam kochającego męża, dobrą pracę w której odnoszę sukcesy. Nie zamknęłam się na świat, a jednak wiem, że nigdy do końca nie będę szczęśliwa bez dziecka. Czy jest w tym coś złego? Nie sądzę. Każdego dnia musimy sobie radzić ze swoją stratą, każda na swój sposób i żyć dalej, co nie oznacza, że straciłyśmy nadzieję. Pozwólcie nam przejść spokojnie tą swoistą „terapię” i przestańcie wbijać niepotrzebnie „szpilę”.

  47. Bardzo współczuję wszystkim tym, którzy stracili… Życzę Wam, aby spełniły się Wasze marzenia, a czas uleczył choć troszkę ranę. Sama nie przeżyłam takiej tragedii, mam za sobą natomiast 2 pomyślne ciąże. I mam jeszcze adoptowanego synka. Kocham Go jak dwoje starszych, przynosi mi mnóstwo radości i szczęścia, każdego dnia dziękuję Bogu za całą trójkę. Wiem, powiecie, że łatwo mi się mówi, bo mam biologiczne dzieci, ale jak patrzę, jak kobiety zabijają się lekami, hormonami, kolejnymi dziurami w sercu, to zawsze myślę też o tych wszystkich dzieciach, które oddały by wszystko za ich miłość. Pomyślcie o tym. Macie w sobie wielką miłość, która może uszczęśliwić kogoś i oczywiście Was. Wszystkiego dobrego!

  48. Dziewczyny dajcie spokój. Suchecka to troll, emocjonalnie „niedoruchany” siedzi kilka godzin przy kompie, WCISKA WAM KITY, PODKRĘCA ATMOSFERĘ I ŻYWI SIĘ WASZYM BÓLEM. Przestańcie jej odpowiadać, czytać jej wypowiedzi, a gwarantuje że zejdzie z niej powietrze. A poza tym proponuję przejść jeszcze raz szkolny kurs biologii ewentualnie embriologii i poczytać o przyczynach poronień – widzę, że wiedzę czerpiesz z internetu i wikipedii – kiepska jesteś, chyba zdołowana, facet cię opuścił, albo poniżał i bił. Poproś o pomoc terapeutę i wchodź na inne forum, coś w stylu sadomaso, masomuto itp. Jeśli szukasz aplauzu i uznania – widocznie ktoś cię nieźle zdołował. Poprawiło Ci się samopoczucie – to i dobrze, teraz leć skręcić komuś druta – przynajmniej jemu dobrze będzie – bo tobie widać już nie będzie. Sajonara!

    • Pierwszą ciążę straciłam i przeżyłam to bardzo, ale nie poddałam się. Z dwóch trudnych ciąż mam dwie zdrowe. kochane córeczki. Wszystkim kobietom po takiej traumie życzę dużo sił i wiary w to, że jeszcze będzie pięknie

    • A Tobie sie poprawilo samopoczucie po napisaniu tego? Twoj jad jest inny niż jej? Tak bardzo boli Cie, że ktoś ma inne podejście do sprawy aniołek vs płód?

    • „Biolog” z ciebie jak z koziej……Ja nie muszę niczym się posiłkować.Pracuję w tej /sorry/branży,niejedną ciężarną widziałam.Niejedną mateczkę-poleczkę udającą zbolałą.Niejedną dziewczynę z poronieniem w toku,bo nie miała pieniędzy na zabieg,więc skakała ze stołu. Co kobieta ,to historia.Niewiele rzeczy mnie zdziwi.Mam popaprańcu jednego męża od przysłowiowych 100.lat.Właśnie jest na dyżurze,tępaku.Niczego w takim temacie jak poronienie nie trzeba podkręcać,zboczeńcu.Niejedną łzę otarłam dziewczynie,niejeden raz kazałam zamknąć buzię,żeby nie udowodnili jej próby aborcji.Tutaj akurat piszą kobiety,które płaczą z braku,ale tragedia dotyczy i tych,które płaczą z nadmiaru dzieci,ciąż właściwie.Ja żadnej nie oceniam.Chcę tylko,żeby kobiety za najważniejsze uważały siebie,swoje życie.Nie rozpaczajcie za czymś ,czego nie ma.Cieszcie się każdym nowym dniem,a umarłym dajcie spokój.

      • Rozumiem, że możesz się burzyć. Ba, zgadzam się z niektórymi Twoimi tezami. Bo kobiety są różne, są też takie, które chcą się dziecko pozbyć. ALE tu takich nie ma. Dodatkowo obrażaniem i wyzywaniem innych pokazujesz taki brak klasy, że jakakolwiek sympatia do Ciebie pryska. Możesz się nie zgadzać, ale okazanie tego bez krytykowania innych i personalnych wyjazdów to już sztuka, która jest Ci obca.
        Poza tym nie krytykuj może ludzi za to, że pisać nie potrafią, skoro Ty ewidentnie masz problem ze spacjami.
        I zero empatii, „umarłym dajcie spokój”, niech każdy robi to, na co ma ochotę, a Tobie nic do tego. Tym bardziej skoro się tym nie przejmujesz. Wróć do swojego życia, a nie pokazuj wszem i wobec, jak bardzo kręci Cię krytykowanie i ranienie innych.
        Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

  49. Jestem w szoku, że tyle osób z tak bolesnego dla kogoś tematu robi sobie sposobność do wylewania jadu i nienawiści, ja straciłam dziecko – nie płód, dla mnie to było dziecko, tylko w kraju w którym mieszkam jest troszkę inne podejście do 3 – go miesiąca ciąży nie robi się nic, czeka się aż kobieta poroni naturalnie, bada się krew na obecność infekcji i sprawdza się spadek hormonu hcg, ale Pani która pobierała mi krew gdy zobaczyła moją kartę uscisnela moją rękę i powiedziała że jest jej bardzo przykro i takie powinno być podejście personelu medycznego wszędzie, jeśli ktoś nie przeżył poronienia nie powinien się wypowiadać, a pouzalac i wylać z siebie ból powinien dla zdrowia psychicznego każdy i my nie mamy prawa powiedzieć -daj spokój weź się w garść

    • Ronią się zarodki niepelne, w pewnien sposob upośledzone. Tak dziala natura…Organizm wie,ze nie podoła, więc roni…naprawdę myślisz,ze podtrzymywanie na sile ciąży sprawiłoby, ze urodzilabys zdrowego pulchnego dzidziusia? Oj nieee…to maleństwo byłoby chore, w jakiś sposob upośledzone i na pewno nieszczęśliwe…mam brata niepełnosprawnego od urodzenia uwierz, nie chciałabys mieć upośledzonegdo dziecka.

      • To nieprawda że podtrzymywanie ciąży nie ma sensu i że „maleństwo byłoby chore” – jestem tego przykładem. W szóstym tygodniu ciąży zaczęły się plamienia, szybko dostałam leki na podtrzymanie, później mimo leków w dziesiątym tygodniu znów plamienia. Cały czas brałam leki, leżałam całą ciążę, mój mąż został w domu żeby mi gotować obiady i zająć się mną i naszym starszym dzieckiem. Dotrwaliśmy razem do porodu, dziś mamy śliczną córeczkę -zdrową. Każdej kobiecie z zagrożoną ciążą powiem- rób wszystko co możesz dla swojego dziecka, a na pewno nie będziesz żałowała. My z mężem wiemy że poświęcenie wszystkiego dało nam nagrodę. Osiem miesięcy czekania dla nas skończyło się dobrze i życzę tego każdej z was przy następnych ciążach.

      • Za poronienia nie zawsze odpowiedzialne są wady dziecka. Czasami organizm matki nie działa prawidłowo i dlatego nawet zdrowe dziecko nie ma szans się rozwinąć (np. u mnie była to za gęsta krew). Straciłam najpierw jedno dziecko, a później bliźnięta. Gdyby nie ta zbyt gęsta krew, to mogłyby się dobrze rozwinąć i urodzić zdrowe (przynajmniej byłaby taka szansa). Nie urodziły się z powodu defektu tkwiącego we mnie, a nie w nich. Popracowaliśmy z lekarzami nad usunięciem tego defektu i moje kolejne dziecko dzięki temu miało szansę się rozwinąć i urodzić zdrowe.

    • Widać w kraju w ktorym zyjesz (przypuszczalnie UK) dobrze wiedzą że do 3 miesiaca tego czegoś dzieckiem nazwac nie mozna.
      Ps. Zrobilas pogrzeb?

    • Tak OLAB,ja widziałam tę procedurę w krajach skandynawskich.Popieram ją w 100%. Ludzie tam są zdrowi,długo żyją i są w bardzo dobrej formie mając 75 lat.Ponieważ jest to powszechne i każdy z tym ma styczność od „urodzenia” więc to nikogo nie szokuje,ani nie dziwi.Dziwiłaby chęć urodzenia nienormalnego dziecka,albo podtrzymywania ciąży,której organizm nie chce.Natura jest najmądrzejsza.

  50. Ja poronilam w 19 tc . Nie mam zalu ze tak sie stalo widocznie tak musialo byc. Mam zal do lekarzy zaczynwjac od lekarza prowadzacego ktory podczas wizyty nie poowiedzial mi ze dziecko nie zyje tylko jeszcze z nadzieja ze cos zrobia wyslal mnie do szpitala. W szpitalu przez 4 dni nie zrobili mi nic bo przeciez weekend byl wiec po co. Jak juz sie dowiedzialam to bylo po. Po zabiegu powedziano mi ze do 22 tc i tak by mi nic nie robili a pan ordynator z usmiechem na twarzy dodal dobrze sie pani czuje nie. Tak ma to wygladac. Zafundowali mi cierpienie psychiczne i przeciagali tylko wyrok. Jedyne co pozostalo to strach co bedzie dalej i czy tak mna sie zajma natepnym razem.

    • Ja poroniłam dwukrotnie. Wczoraj nawet była druga rocznica utraty mojego pierwszego aniołka :((
      Dzis obok mnie leży moja 4 miesięczna córa, ktora uszczęśliwia mnie każdego dnia. Nie traćcie nadziei! Ona umiera ostatnia!
      P.s. W moim gronie wszystkie moje kolezanki poroniły. No moze jedna nie.

      • Poronienie to straszne co może kobietę spotkać.Początek maja ,10 lat temu poroniłam i chociaż minęło tyle lat ja nie pogodziłam się z tym i nigdy nie pogodzę ,nie zapomnę ,rozmawiać do dziś o tym nie umiem bo zaczynam płakać jak teraz.była to moja 4 ciąża wcześniejsze ciąże przebiegały normalnie może to przeżycia 2 miesiące wcześniej zmarł mój tata dla mnie to był szok z tym również do dziś się nie pogodziłam. Jak leżałam w szpitalu również poroniła jedna kobieta byłam wszoku jak nic się nie przejeła i była z tego zadowolona, no cóż różne typy ludzi są……

        • Idź RENE do psychologa.To normalne nie jest.Nie godzisz się na śmierć dojrzałych,na poronienie.Latami nie ukajasz bólu.Każda żałoba ma swój koniec,jeżeli tak się nie dzieje,to znaczy,że psyche szwankuje.Przed tobą jeszcze wiele lat życia,a ono niesie i radości i tragedie.Musisz sobie pomóc teraz,bo potem może być za późno

    • Ja pierwsze dziecko straciłam w ten sposób, że obumarło ono w 12/13 tygodniu, a ja dowiedziałam się o tym w 20 tygodniu na planowanym kontrolnym USG (pierwsze USG robiłam w 12 tygodniu, a więc na krótko przed śmiercią dziecka). W międzyczasie w 16 tygodniu byłam na wizycie kontrolnej u prowadzącej moją ciąże lekarce, ale ta nie zbadała dziecka dokładnie (nie posłuchała bicia serca), ponieważ uznała, że nie będzie go niepokoiła…
      Mój organizm nie dawał żadnych znaków, że coś jest nie tak. Brzuch mi tylko nie rósł, ale to była moja pierwsza ciążą, wszyscy mówili, że dopiero po 20 tygodniu tak naprawdę brzuch się znacznie powiększa, więc nic nie podejrzewałam.
      Przez brak profesjonalizmu mojej lekarki chodziłam przez 7 tygodni z martwym dzieckiem, snując jednocześnie plany, kochając je coraz bardziej i przyzwyczajając się do myśli, że będę matką.
      Nie twierdzę, że gdybym dowiedziała się w tym 16 tygodniu, to przeżyłabym tę stratę inaczej. Mam jednak żal do tej lekarki, że zignorowała badanie.

      • Też bym miała, rozumiem Cię. Przeszłaś połowę ciąży z myślą, że wszystko dobrze, a nie doczekałaś się dziecka. 20 tygodni to szmat czasu, żeby poczuć się matką i pokochać. Pozdrawiam

  51. Dziewczyny Kochane! Trzymajcie się. Ja pierwsze dziecko urodziłam 12 lat temu. Bezproblemowa ciaża , poród idealny. Piękne zdrowe, donoszone dziecko . A potem marzenie o drugim dziecku . I bezskuteczne starania przez 4 lata. Straciłam 3 ciąże. Bardzo źle wspominam zarówno wizyty w szpitalu jak i kolejne rozmowy i pocieszenia w stylu – jedna na trzy …. Ale teraz jestem dobrej myśli. Jestem w 37tc. Udało się!!!! Mam nadzieję że tym razem wszytko będzie dobrze. I Wy też nie łamcie się . Tylko jak strasznie w karcie ciaży wygląda wpis – ciąża piąta , poród drugi …..

    • Może spojrzycie na to normalnie,bez nakręcania się.Natura wie lepiej,niż wy,co się upieracie.Pozbywa się wadliwych zarodków,płodów a wy jak nienormalne nad tym ubolewacie.Moja znajoma nawet nie wiedziała,że poroniła.Niby zdrowa jak koń.Poszła go ginekologa,a ten powiedział,że poroniła.Zdziwienie i odpowiedź,że wszystko zeszło z miesiączką.I nie straszcie babek,że to jest takie straszne w szpitalu.Kobieta dostaje znieczulenie,pobierają materiał do badania histopatologicznego.A potem często sama jest winowajczynią poronienia.Bo kto normalny zachodzi w nastepną ciążę za 2 miesiące? Trzeba odczekać,dać macicy wzmocnić się i ponownie próbować.Więcej rozumu,a mniej bezmyślnego kopulowania z presją

      • Tu nie chodzi o sztuczne nakrecanie sie. Pewnie natura wie lepiej ale dla kogos kto nie ma dzieci i roni nie ma wiekszej straty. Ktos kto tego nie przezyl nie jest w stanie zrozumiec co sie czuje.

      • Jesteś okrutną osobą. Ja urodziłam 2 martwych dzieci w 8 i 9 m-cu bez widocznych wad.Tragedia jaka mnie spotkała do tej pory tkwi we mnie a to już ponad 30 lat temu było. Oczywiście mam też inne 2 córki ale obraz martwego dziecka po urodzeniu jest w mojej głowie.Przy drugim porodzie martwego dziecka położna zakryła dziecko , żebym nie patrzyła. Jestem jej dozgonnie wdzięczna.

        • Poród martwego dziecka jest zupełnie czymś innym niż poronienie.Matką jesteś,a odróżnić tego nie potrafisz? Wina wcale nie musiała być w wadzie.Dziecko okręca się czasami pępowiną i zaniedbanie lekarzy jest przyczyną jego śmierci.Czasami nie ma już tlenu,a lekarz nie decyduje o cesarskim cięciu. Ale to były dzieci-noworodki.Nie uszkodzone zarodki czy płody.

          • Ja straciłam dwoje dzieci, w 7 i w 9 tygodniu ciąży. Dla mnie to nie były płody ani embriony. Dla mnie to były moje upragnione dzieci. Do dzisiaj choć minęło już 7 lat od ostatniego poronienia mam myśli o tym jak dziś mogłyby wyglądać moje utracone dzieci. Nikt kto tego nie przeżył nie ma prawa pisać mi tu o bezmyślnym kopulowaniu.

      • Okrutne te Pani poglądy. Sądziłam że znalazłam miejsce gdzie kobiety o podobnych przejściach mogą się nawzajem wesprzeć, a tu znowu jakaś dziwna złość i frustracja. Leżącego się nie kopie…

        • Myślę, że znalazłaś. Nie przejmuj się takimi komentarzami. Ta pani ma prawo do własnych opinii, ja już po prostu nie czytam, tego co pisze. Jak dla mnie bardzo nieszczęśliwa osoba. Można myśleć „medycznie”, kierując się tylko biologią, jak ktoś tak chce, to jego sprawa. Ale nie można odbierać kobietom prawa do żalu, smutku. Naprawdę, nie przejmuj się, bo nie warto, pozdrawiam :)

        • Nikt nie robi „teatrzyku” tylko staramy się dojść do siebie. W obliczu tragedii, jaką jest niewątpliwie strata dziecka, czasem ciężko o logiczne myślenie, to fakt. Jednak jeszcze ciężej czytać te bezmyślne, pełne zawiści komentarze!!!

      • Bzdura, po każdym poronieniu lekarz namawiał mnie na kolejna ciąże w następnym cyklu, wtedy jest najwieksza szansa na utrzymanie kolejnej ciąży, mój syn 4,5 miesięczny właśnie w takim cyklu został poczęty.

        • I po co np.takie TASIE tutaj się popisują.Bezmyślna ,głupia ,czy ….? słów brak. W następnym cyklu!!!! Otóż zmyślaczko po łyżeczkowaniu macica jest chora.Musi się obkurczyć,zagoić.Potem jest kontrola u lekarza,odbieranie wyniku z wyskrobin/ fachowo,przepraszam/. Abstynencja to 6 tygodni i szanująca swoje zdrowie kobieta tego przestrzega.Zajść można szybko,to prawda.Ale właśnie przez to nie można donosić

      • Powiem tak, opowiadasz pierdoły kobito. Ja poroniłam w 12 tygodniu. Wszystko było ok. Dziecko do rze sie rozwijało i co nagle serduszko przestało bić. I co naturalna selekcja bo dzidziuś był chory. Nie moja droga, to u mnie pojawiła sie choroba która dawała o sobie sygnał tylko w ciąży i sprawiala ze dzieciątko umierało. I jak bym nie trafiła na wspaniała Panią Doktor i jak bym myślała tak jak Ty, na temat naturalnej selekcji to teraz nie miałabym wspaniałego syna. A tak jestem szczesliwa mama. Dziewczyny trzymam kciuki, głowy do góry trzeba mieć nadzieje i szukać rozwiązań.

  52. Niestety ja również usłyszałam tą najgorszą wiadomość, jaką kiedykolwiek usłyszałam „serduszko nie bije, płód jest martwy”.. Mimo, że od tamtego czasu minęło 1,5 roku te przeżycia z tym związane, ten ból, niemoc jest nadal.. Co dzisiaj mogę powiedzieć, na pewno nie jestem już tą osobą co kiedyś, stałam się bardziej podatna na wszystko co mnie otacza, z byle powodu płacze, bardzo łatwo jest mnie zdenerwować..przejmuje się byle czym.. to już na pewno zostaje w życiu kobiety na całe zycie..

    • Ja mam tak samo u mnie minie rok w czerwcu po porodzie martwego dziecka w terminie 40 tydz.Uczucie niedoopisania do tej pory niemoge zapomniec bol,bol,bol.

      • Tobie umarło dziecko,a to już stawia kobietę i jej rodzinę w innej sytuacji.Nie wiem co było przyczyną,ale na pewno nie ty.Jeżeli lekarz doprowadził cię do 9.miesiąca,to dziecko było gotowe do życia.Chyba ,że należysz do tych kobiet,którym nakazuje się rodzić mimo ciężkich wad i patrzeć na powolne konanie,

  53. Ja też zawsze myślałam to nie Ja…Dopóki nie poroniłam…Miałam już dzięki Bogu jedno, straciłam drugie o którym marzyłam.Potem urodziłam trzecie, cała moja krew… Wcześniej jak mówiła mi Pani ginekolog o popronieniu, „Tak się zdarza, nie Ty pierwsza…pamiętaj, masz już jedno, inne nawet tego nie mają…” Dziecko to dar, o które trzeba się modlić .. Naprawdę Wiem coś o tym.Pozdrawiam

  54. Mimo że nie straciłam dzieciątka to moge jedynie współczuć i życzyć wam duuuuużo siły oraz osób które będą wam podporą w tym trudnym czasie.Osób które nie będą wbijać wam dodatkowego sztyletu w serce.Tego wam z serca życzę

      • Jestem w szoku. Po przeczytaniu wszystkich Pani zawistnych i okrutnych komentarzy zastanawiam się, jak można funkcjonować, mając w sobie tak dużo złości. Życzę Pani, żeby zmieniła Pani nastawienie do świata i do innych ludzi, bo nie da się ukryć, że wszystko do nas wraca. Jeżeli do Pani wróci kiedyś cała ta nienawiść, która ujawnia się w Pani komentarzach, to nie chciałabym być w Pani skórze. Pozdrawiam,
        Ania

        • A w czym objawia się ta nienawiść,niby? W realnym widzeniu świata,rzeczy? Nazywaniu ich fachowo?.Rozum jest zawsze najlepszym przyjacielem człowieka.Zakłamanie nie służy dobru.Wcześniej czy później zemści się.Właśnie kłamstwo i dwulicowość powinny być karane.NIGDY PRAWDA.Ja nie wdziałabym nigdy skóry zakłamanej świętoszki

      • Pani jest bardzo okrutną osoba skoro pani tak sie wypowiada o zmarłych dzieciątkach.Pani to chyba z rodziny dr Mengele.On też miał dokładnie takie samo zdanie

      • A w którym momencie zaczyna być według Pani dzieckiem? Czy w momencie narodzin? Czy jeszcze w lonie matki? A jeśli ta druga opcja, to kiedy?

  55. Zawsze jak czytam takie wpisy,przypomina mi się moja własna tragedia sprzed 14-stu lat… Mój Aniołek byłby już teraz kawalerem :) Ale w 20t.c na lekcji polskiego (dokładnie pamiętam,przygotowywałam się do matury ) dostałam silnych skurczy… Wszystko potem było jak film oglądany gdzieś z boku… Przychodnia,szpital,kroplówki… Aż wreszcie cała kałuża krwi,sala porodowa,czyszczenie…Masakra… Nawet teraz po tylu latach,pamiętam to wszystko ze szczegółami… Czasem zastanawiam się jakby to było,ale muszę żyć tu i teraz . Mam dwójkę wspaniałych dzieciaczków l.9 i 4,i chociaż też nie obyło się bez podtrzymania,teraz są wszystkim co mam.
    Dlatego Kochane nie traćcie nadziei :) :)
    Pozdrawiam :)

    • W 20 tyg ciąży nie idzie sie na salę porodową,tym bardziej w krwotoku.Pamiętacie jakoś nielogicznie,chyba zmyślacie dla umartwiania siebie i efektu.Ładnie by się działo,gdyby matki zdrowych noworodków miały patrzeć na poronienie czy poród niewczesny.A gdy zastanawiasz się jak by to było,to pomyśl,że niekoniecznie różowo.Panna z dzieckiem,bo chłopak w tym wieku na ojca się nie nadaje,sam jeszcze dzieciak.Chyba,że miałaś pana starszego,ale to i tak nie jest czas na rodzenie dziecka.Siedziałaś w szkolnej ławce,gdzie byli twoi rodzice?

      • Zastanawiam się, po co to wszystko czytasz i komentujesz. Jaki masz cel? Bynajmniej nie chodzi tu o zdrowe podejście, wyciszenie emocji. Płód, dziecko, aniołek, niech każdy nazywa jak czuje. Dla mnie, to cud, na który my, rodzice, lekarze i etc. Czekamy i chcemy zobaczyć, usłyszeć. Stąd ból i różny odbiór rzeczywistości. A Ty, chyba nie rozumiesz i brakuje Tobie empatii.

        • Człowiek tym różni się od zwierzęcia,że ma rozum.I musi go używać! Nim się kierować.Zdrowe podejście jest zawsze dobre.Tym bardziej,że mężczyzna nie jest stworzony do wysłuchiwania płaczu i wiecznego pojękiwania.Też jest konkretny.Aniołek to dla niego raczej zjawiskowo piękna kobieta,niż poroniony płód.

      • Powiem szczerze, że czytając Pani komentarze jest mi Pani trochę żal. To nie chodzi o to, jakie ma Pani poglądy, bo każdy ma prawo do swoich własnych, ale o to, że tak strasznie próbuje Pani udowodnić wszystkim piszącym tu kobietom, że nie poniosły żadnej straty, że są głupie i żałosne. Dlaczego tak bardzo na tym Pani zależy? Jak można napisać kobiecie, która przeżywa stratę, że to był poroniony zarodek, płód. Nawet jak by to był pęcherzyk ciążowy, to jeżeli kobieta poczuła, że to jej dziecko, to ma prawo to przeżywać. Czytając wszystkie Pani komentarze nie da się nie zauważyć, że swoją złością obdzieliłaby Pani pół Polski, niestety. Proszę już przestać tak się wyżywać, bo te komentarze mogą być naprawdę bolesne. Pozdrawiam,
        Ania

        • Wmawiając kobietom te bzdury robi się im większą krzywdę.Tę rolę pełni z powodzeniem ksiądz,bo ma z tego zysk.A jeszcze 20-30 lat temu nikt podobnych bzdur nie forsował.Dziecko urodzone martwo,z wagą pełną 3200g nie MOGŁO BYĆ POCHOWANE w poświęconej?! ziemi.Miało miejsce gdzieś z boku. Dziecko panny,nawet gdy żyło przy urodzeniu,w razie zgonu też nie znajdowało uznania w oczach ludzi do pochówku na „normalnym cmentarzu”.O płodach nie wspominam ,bo to śmieszne jest.Żadna kobieta nie niosła płodu do pochówku.Najwyżej sama pochowała,jeżeli faktycznie takie wypadki były.Więc to nie jest złośliwość,a REALNE ZACHOWANIA w tamtych latach.I kobiety żadnego pomieszania w mózgu nie miały.Zaszła potem i tragedii nie przeżywała.Przeżyła poronienie,a najważniejsze było jej zdrowie i samopoczucie,a nie płodu

          • Czytając pani wypowiedzi dochodzę do wniosku że jest pani psychopatką- osobą pozbawioną uczuc wyższych. Ja też jestem racjonalistką, stosującą fachowe medyczne określenia i w podobny sposób myślącą ale nie neguję uczuc innych. Każda kobieta ma prawo przeżywac swoją stratę na swój sposób i nikomu nic do tego

        • No napisz normalnie,gdzie widzisz tę nienawiść? Ja nazywam rzeczy fachowo.W biologii jest poronienie,poród,zarodek,płód.Może coś poczytasz ,zanim zaczniesz wywody.Czy ty piszesz tylko do „słodkich idiotek”,czy do normalnie myślących kobiet? A może z kółka różańcowego przykaż dostałas,żeby pogłębiać żal w kobietach,bo kasa pustawa.A tak ,biedaczki pobiegną dać na tacę,za swoje aniołki

          • Maria,Ty jako jedyna tutaj masz normalne zdanie, reszta oczywiście ocenia Cie źle, zupełnie nie wiem czemu. Bo sie nie rozczulasz? Bo nie udajesz Matki Teresy?Zapewne też nie piszczysz na widok małego pieska :) Kkobiety mają robioną wode z mózgu. Juz niedługo będą robiły pogrzeby PŁODU (to jest fachowa nazwa), będą niosły go w słoiku. Myślcie baby, myślcie. Rozumiem Waszą osobistą tragedię, niewyobrażalny ból, ale płód to płód. Zwłaszcza we wczesnych tygodniach ciąży!

            • Witam. Tak jak podkreślałam wielokrotnie, każdy ma prawo do własnych opinii,. Mnie bardziej oburza sposób, w jaki Maria to pisze. Dla mnie te komentarze są wręcz agresywne i często obraźliwe. Nazywanie kobiet idiotkami? Złosliwe czepianie się każdego słowa? Wmuszanie na siłę swojej opinii? Ja nie chciałabym organizować pogrzebu w przypadku mojej ciąży, trwającej 12 tygodni, z różnych przyczyn. ale jeżeli komuś to pomogło i ktoś czuł, że powinien, to ma do tego prawo. Otóż mój PŁÓD, jak to Panie nazywacie, miał serce, rączki, nóżki, piękną kształtną główkę. Tak, z medycznego punktu widzenia był PŁODEM, jednak ja już od początku mówiłam, że jestem w ciąży i mam w sobie DZIECKO. Dajcie ludziom przeżywać to tak, jak chcą. Pozdrawiam.

            • Je nie jestem niewykształconą fanatyczka religijną. Jestem agnostyczką. Jestem prawnikiem. Mam umysł ścisły. Jestem kobietą inteligentną, posiadającą wiedzę i dość liberalny światopogląd. Nie jestem słodką idiotką.
              Mimo to CZUJĘ, że straciłam dzieci, nie płody.
              Nie masz racji Mario Suchecka.

            • Nie rozumiesz. Co najwyżej Ci się wydaje, że rozumiesz.
              Swoją drogą jestem ciekawa czy Ty bądź Maria Suchecka nadal byłybyście tak konsekwentne w swoich poglądach, gdybyście to Wy straciły ciążę (oczywiście tę chcianą).

      • zastanawiam się Pani Mario czy jest Pani patologiem? Taka wyprana ze wszystkich uczuć i emocji rozumiem, że własnej córce, która straci płód /jak to Pani określa/ czy dziecko /bo od poczęcia z radością i miłością go wyczekiwała/ powie Pani: czego się mażesz, jeszcze może urodzisz a może nie najwyżej samej będzie ci dobrze

      • Więc wyobraź sobie miła pani plująca jadem,ten niedojrzały chłopak jest dziś moim mężem :)
        I niestety leżąc na patologi ciąży takie rzeczy się zdarzają i wiele z nas tam leżących jest zmuszona je oglądać… I owszem,idzie się na salę porodową i nawet robią coś co pewnie również panią zdziwi,otóż chrzczą dziecko jeśli jeszcze żyje. Moje chwilę żyło i jestem spokojna o Mojego Małego Aniołka :)
        A pani jest strasznie wredna…

      • A ja sama widziałam 20tyg.dzieci po cc czy porodzie naturalnym ratowane przez lekarzy. Maluszki żyły po kilka dni. Współczułam im mamom.

      • Witaj kochana
        na salę porodów może nie wpuszczają matek ronić ale na salę poporodowa -tak. Działo się tak 30 lat temu i dzieje się teraz. i nie opowiadaj nikomu tym swoim pseudo medycznym żagronem o biologii i ginekologii tylko wykaz się odrobina empatii i zamilcz. strata dziecka to wielka tragedia dla rodziców -nie tylko dla matki. pozdrawiam jedna na trzy

  56. Jestem facetem.Padnie za chwilę pytanie u każdej z was-Co może właśnie jakiś typek powiedzieć o tego typu sprawach jeżeli nigdy nie nosił dziecka pod swoim sercem,który nie przeżył tego typu tragedii.Powiem wam tylko tyle-Dzisiaj jesteście szczęśliwe ale nie świadome że macie aniołka w niebie.Tak dosłownie.Chcecie się o tym przekonać-Wystarczy ot tak sobie wsiąść do autokaru i pojechać do naszej Matki do Medjugorie.Tam się jej wyżalić i opowiedzieć Jej wszystko.Zobaczycie co się będzie później działo.Napiszcie swoje świadectwa po powrocie.Pozdrawiam.

    • Jako facet, zacząłem czytać Twój post z nadzieją, ale wiesz co? – NIE POWINIENEŚ SIĘ ODZYWAĆ!!! Myśmy z żoną stracili ciążę – piszę tak celowo, bo nie masz BLADEGO pojęcia co natura w drodze eksperymentu próbuje czasem wytworzyć! O Aniołkach opowiadaj babcinkom w swojej parafii, bo z tego co wyjęto z mojej żony NA PEWNO nie powstałby żaden wyższy byt! Nie pozdrawiam.

      • „PRZEŻYŁEM „-Ja za to pozdrawiam.Naturze znane są różne mutacje,znane też jest „zjedzenie” w łonie jednego płodu przez drugi.O przepraszam.Zjedzenie aniolka przez diabołka? Silniejszy płód wtedy się rodzi i jest wielkim szczęściem rodziców.Jakoś nikomu nie przyjdzie na myśl nosić żałoby po tamtym płodzie.Oj ludzie,ludzie.Dajcie rozumowi pierwszeństwo.Własnemu,nie kleru

    • A niby dlaczego trzeba gdzieś jechać? Wystarczy modlić się w domu.Modlitwa,błaganie,dziękowanie Bogu czy Maryji / pisownia celowa/ wymaga jedynie pokory i spokoju

    • Postaci „aniolkow” nie znajdziesz w Biblii. Figury te wymyslil Kosciol Katolicki w sredniowieczu, kiedy to w ramach pomorow i zaraz a i z biedy i brudu umieralo wiele dzieci.
      A wiare powinno sie miec w sercu, a nie w jakims geograficznie okreslonym miejscu.

  57. Ale 30% ciąż nie oznacza że co trzeba kobieta słyszy złą wiadomość. Przecież kobiety mogą byś w ciąży więcej niż raz.

    • Dokładnie, 30% to liczba szacowana. Najwięcej poronień następuje w pierwszych tygodniach, czyli jeszcze przed zrobieniem testu- więc kobieta nie słyszy takiej wiadomości. Po drugie niektóre kobiety mają i po kilkanaście poronień i statystykę zawyżają.
      Najczęstszą przyczyną niemożliwości zajścia, donoszenia i chorób genetycznych dziecka- jest alkohol. Alkohol przenika przez barierę krew-jajnik. Pity przez kobietę w każdym wieku może uszkodzić komórki jajowe- i prowadzić do takich sytuacji nawet po wielu latach abstynencji (zapas komórek jajowych kobieta ma na całe życie, jeżeli uszkodziła je w młodym wieku, to będą uszkodzone)

      • Co za stek bzdur! Jaki alkohol?? To ciekawa teoria tylko jak ją wytłumaczyć jeśli ja przez całe życie nie piję alkoholu a niestety poronilam. Ta teoria to raczej z palca wyssana…

  58. Witam. Jestem mężczyzną ale mam trochę spostrzeżeń w temacie poronień. Gdy moją żona pierwszy raz rodziła w 1982 roku to wtedy na oddziale ginekologicznym poronienia czy patologie ciąży były bardzo rzadko spotykane. W 2013 małżonka była parę dni na ginekologii. Na przestrzeni ponad 30 lat w tym temacie zaszły ogromne zmiany na gorsze. Co druga kobieta jest po poronieniu lub na podtrzymaniu ciąży. Poruszane przez internautki potencjalne przyczyny mogą mieć na to jakiś wpływ. Ja w tym temacie mam swoją teorię popartą ponad trzydziestoletnim doświadczeniem. Jestem radiestetą a swoją wiedzę wykorzystuje do badania żywności dostępnej nam na codzień. W tym temacie mam nieciekawe spostrzeżenia. Porównując żywność obecną do tej sprzed trzydziestu lat to ta współczesna jest bardzo złej jakości. Z jednej strony jest w niej dużo chemii a z drugiej żywność ta jest bardzo uboga w witaminy, minerały, sole mineralne i enzymy. Dzieje się tak z powodu obróbki termicznej, chemicznej i poprzez rozbijanie całości pokarmowych. Organizm człowieka można powiedzieć jest w pewnym stopniu odzwierciedleniem tablicy Mendelejewa w kwestii pierwiastków. Do tego dochodzą witaminy, sole mineralne, enzymy i inne. Ale zasada jest prosta, te zapasy w organizmie trzeba uzupełniać. Najlepszym do tego sposobem jest żywność, i tu zamyka się błędne koło. Nie pomogą tu żadne suplementy lecz dobrze dobrane zestawy ziół. Z chwilą zajścia w ciąże organizm kobiet priorytetowo traktuje płód. Wszelkie potrzebne składniki są tam kierowane, nawet kosztem organizmu. Jeżeli kobieta ma braki witaminowo-mineralne w organizmie to po zajściu w ciążę mogą jej wypadać zęby i włosy. Dlaczego tak się dzieje? W zębach i włosach jest dziesięciokrotnie większe stężenie tych składników niż w innych częściach organizmu. Przy takich brakach w przypadku ciąży organizm w trybie awaryjnym pobiera te składniki tam zmagazynowane. Bardzo często zdarzają się sytuacje że tego jest zbyt mało i płód nie ma możliwości się rozwinąć lub rozwija się nieprawidłowo. W aptekach lub sklepach zielarskich można spotkać różne suplementy. Tutaj także może pojawiać się problem. Takie specyfiki powinny zawierać wszystkie składniki potrzebne dla organizmu. Przyjmowanie tych które nie mają pełnego składu, u osoby je używających powodować mogą poważne zaburzenia w całym organizmie. Wracając do małej istoty poczętej to od początku w jej malutkim organizmie gromadzą się wszelkie potrzebne do życia składniki. Stężenie ich w embrionie jest jeszcze większe niż w zębach i włosach. Te wszystkie składniki są dostarczane przez organizm matki. Ażeby płód dobrze i zdrowo się rozwijał potrzebuje tego w wystarczającej ilości. Zbyt mało jest tu miejsca na szczegółowe opisanie tego zagadnienia. Więcej informacji o tematyce żywieniowej i witaminowo- mineralnej można przeczytać na moim fanpage
    ” nalewki pana adama” serdecznie pozdrawiam Adam Cz.

    • Ja mam nieco jeszcze inne spostrzeżenie: kiedyś, powiedzmy lat temu 30 czy 40, kiedy USG jeszcze nie było dostępne, do ginekologa chodziło się rzadko, testów ciążowych nie można było dostać w każdej drogerii i aptece kobiety mogły ronić wczesne ciąże i nawet o tym nie wiedzieć. A czasami nawet jak wiedziały, to roniły w domu. Nawet teraz w zależności od okoliczności, kobieta może się zgłosić na zabieg albo poczekać na samoistne poronienie w domu. Teraz kobiety jednak częściej wybierają szpital, więc jak dla mnie jest też (a może przede wszystkim) zmiana świadomości, preferencji oraz podejścia do pewnych tematów w społeczeństwie.

    • Co do zielarstwa, to rozumiem, że jedni są zwolennikami, drudzy przeciwnikami takich metod. Jedno dla mnie jest niezaprzeczalne – obecnie w żywności, którą spożywamy, jest tyle chemii, że nie może nie mieć to wpływu na nasz organizm i na dziecko, które rozwija się w nas od momentu poczęcia. My w domu uważamy na to, co jemy, w ciąży uważałam o wiele bardziej, bo wiedziałam, jak ważne jest dostarczanie dziecku wszystkiego, czego potrzebuje do rozwoju. Na fanpage z ciekawości zaglądnę :) pozdrawiam,
      Ania

  59. Przeczytalam wpis… mam 9cio letniego syna…potem dwa razy stracilam ciaze… 18m temu urodzilam blizniaki…ciaza bardzo trudna…od samego poczatku krwiaki i na podtrzymaniu…urodzilam w 29tc..nie udalo sie powstrzymac skorczy….2,5m w szpitalu….walka zeby sie udalo…. ale sa…
    Nie wiadomo dlaczego stracilam poprzedenie…
    Mam kolezanke..dwa razy poronila…zrobila badania…okazalo sie ze plody byly plci zenskiej…za trzecim razem chlopiec zdrowy donoszony… lekarz powiedzial ze nigdy nie bedzie miala corki

    • Ja mam nadzieję, że nie będę musiała drugi raz przeżywać tego koszmaru. Cieszę się, że mimo takich trudności Ci się udało :) Pozdrawiam

  60. Witaj kolezanko,dokladnie wiem o czym piszesz i ciebie doskonale rozumiem,u mnie bylo podobnie,mam corke ktora ma 11 lat i cale 10 lt staralismy sie o dzidzie,ale w 2010 roku w 8 tc poronilam ,bylam na podtrzymaniu ale to nic nie dalo,slyszalam bicie serduszka…w nast ciaze zaszlam rok pozniej i to samo tylko juz nie pojechalam do szpitala,nie chcialam byc czyszczona,chcialam byc w domowym zaciszu…przestalismy sie starac.po roku jednak znow zaszlam tym razem juz wiedzialam ze cos jest na rzeczy,na szczescie mieszkalismy wtedy w anglii i tylko ich szybka reakcja pozwolila {w polsce odeslaliby mnie do domu}na swierdzenie w 5 tc ciazy pozamacicznej,czulam ze cos jest nietak,bolaly mnie plecy inaczej niz zwykle …zrobili dla pewnosci chyba z 4 usg zeby miec pewnosc i tak tego samego dnia laparoskopowo usuneli dzidzie ,pytali sie tylko czy juz mam dziecko bo sznse na kolejna ciaze sa znikome…wrocilismy do kraju zaczelismy sie budowac,zmienilismy prace i tak po 10 latach od pierwszej ciazy znowu zaszlam:)szok,cala ciaze plakalam,nerwy i do oknca ciazy bylam strasznie negatywnie nastawiona,zwlaszcza ze mialam zbyt nisko lozysko i prawie caly czas lezalam,drzalam na sama mysl o tym ze nie chce krzywdzic kolejnego dzidziusia,gdy pojechalam na porodowke to stwierdzilam ze na pewno nie urodze,ze cos sie nie uda,a na dodatek maz byl w delegacji i nie zdazyl dojechac na czas porodu:

  61. Miałam jak Ty brak jakichkolwiek sygnałów i w 8 tyg. koniec wszystkiego. Od początku źle wyglądało, bo nie rosło tak jak trzeba, ale przecież każdy ma swój rytm – niestety czas nie pomógł. W szpitalu raz się rozpłakałam jak mi ginka powiedziała, że jeszcze będę miała dzieci – to prawda takie słowa są jak sztylet w serce (ja chciałam to które było we mnie). Później badania za które wydałam fortunę i wszystko w normie. Lekarze powinni wziąść się za badanie poronień, bo przecież teraz to istna plaga. Życzę silnego i zdrowego serduszka kolejnej fasolki :)

    • Ja poroniłam w 19 tygodniu, straciłam dziecko wtedy kiedy już myślałam, że teraz to już „z górki”, że najgorsze minęło. Zawsze mi się wydawało, że poronienia to jakiś ułamek procenta. Najgorsze, że otoczenie przyjmuje taktykę udawania, że się nic nie stało. I te teksty… „Lepiej teraz niż potem”, „Niech się pani cieszy, że to nie był 37 tydzień”, Od własnej matki 5 dni po stracie usłyszałam, że mam szukać pracy, już teraz zaraz, nieważne, że nawet nie wiem jak się nazywam i chce mi się wyć… Boję się kolejnej ciąży, ale wiem, że spróbuję.

      • Życzę Ci dużo szczęścia. 19 tygodni to naprawdę długo, bardzo Ci współczuję. Ja też będę próbować, jak już będziemy z D. na to w 100% gotowi.
        Pozdrawiam,
        Ania

    • A ty powinnaś się ”WZIĄŚĆ”! za naukę i skończyć chociaż podstawówkę,zanim następnym razem wskoczysz do łóżka

    • Dziękuję :) tak, to plaga, ze mną na oddział przyjęto jeszcze 5 kobiet, na drugi dzień znowu tyle samo. W niektórych szpitalach na patologii ciązy leży więcej kobiet, niż na położnictwie. To są straszne dane.

  62. Częste ćpanie antykoncepcji, zabawianie się używkami, prowadzi również do częstych groźnych krwotoków, niektórych raków, podobnie aborcje (jiż po pierwszej masz 1/3 szans na raka złośliwego a po trzeciej na ponad 90%). Wyniszczenia rodzin przez stosowanie w/w są też już oczywiste dla douczonych psychiatrów.

    • To bardzo ciekawe, Tereso, co piszesz. Nigdy nie uzywalam tabletek antykoncepcyjnych, a jednak poronilam moja pierwsza ciaze. I nawet lekarze nie wiedzieli dlaczego… Moja szwagierka na cztery ciaze donosila dwie… Wiec wybacz, ale to co piszesz to bzdury!

    • Tereska plaska jak deska i plytka intelektualnie jak kaluza na pustyni…. Skad bierzesz te statystyki, kobieto?? Z „Naszej Niedzieli”?? Czy z parafialnej gazetki… Czyli kobieta po czterech aborcjach ma 120 %, po pieciu 150%… Nieeee, chyba wyczytalas w krycztalowej kuli, nie???

    • Witam. Powiem szczerze, że nie rozumiem, dlaczego ten komentarz znalazł się akurat pod tym wpisem. Problem poronień, problem straconych ciąży, to nie jest problem kobiet zażywających antykoncepcję, to dotyka nas bez względu na to. Ja osobiście nigdy nie używałam tabletek antykoncepcyjnych, a moja ciąża jednak obumarła. Co do aborcji, oczywiście, szczególnie ta niewłaściwie wykonana, może prowadzić do bezpłodności, ale dlaczego Pani tutaj to napisała? pozdrawiam

  63. Pocieszę Was dziewczyny.Ja mam teraz śliczną roczną córeczkę, a dwa lata temu przeżyłam również dramat.W 9 tyg straciłam ciążę bliźniaczą, przeżyłam to bardzo, ale się nie poddałam i pół roku później zobaczyłam na usg bicie serduszka mojej Oli.Trzymam kciuki dziewczyny na pewno Wam również się uda.

  64. Myślę, że ważne jest pozytywne nastawienie. Mimo bólu.
    Starałam się o dziecko wiele lat. Byłam wszędzie… Nikt nie potrafił podać przyczyny.
    Po prawie 11 latach trafiłam na lekarza, który obejrzał wyniki i powiedział, że obiecuje, że się uda. I uwierzyłam mu. Po 2 miesiącach byłam w ciąży. Niestety radość trwała krótko – dołączyłam do klubu. Mój lekarz okazał mi bardzo dużo empatii i po 4 miesiącach znowu się udało. Po kolejnych 2 miesiącach dowiedziałam się, że to będą bliźnięta. Całą ciążę nie potrafiłam pozwolić sobie na radość i drżałam o dzieci. Na szczęście nie było najmniejszych problemów. Po 12 latach walki mogłam wreszcie przytulić moje dzieci. Teraz mają 5 lat, są zdrowe, radosne i niesamowicie psotne.
    Trzymam kciuki, żeby u Pani zakończenie było podobne:-)

    • Jeśli możesz to napisz jaka u Ciebie była przyczyna trudności z zajściem w ciążę, jakie leczenie pomogło i ewentualnie jeżeli możesz, podaj namiary na lekarza, który ci pomógł. Mam podobny problem, staram się już ponad 8 lat i tracę już nadzieję, że dane mi będzie zostać matką

      • Ja też traciłam nadzieję i po jakimś czasie odzyskiwałam ją na nowo. Próbowałam wszystkiego. Nawet chodziłam do bioenergoterapeuty;-)
        Jeśli chodzi o przyczyny – niestety nie wiadomo. W zasadzie u mnie nie zdiagnozowano żadnych problemów, u męża wyniki wahały się, ale bywały całkiem dobre. Miał kiepską chromatynę. I w sumie to było najgorsze, nie było wiadomo co leczyć. A lekarz – dr Szlachcic (i dr Wyroba prowadził ciążę i odbierał poród) z Macierzyństwa w Krakowie.
        Trzymam kciuki i życzę dużo siły

  65. Dla mnie to trochę egoizm, to ‚muszę mieć dzidziusia, bo to moje największe marzenie’. MOJE, MOJA.. A dziecko to człowiek, nie zabawka. Jeśli poronisz raz, to można to złożyć na karb jakiegoś osłabienia, czy przypadku. Ale kobieta, która poroniła 3 razy i dalej zachodzi w ciąże, na siłę, bo ‚musi mieć dzidziusia’, a kolejne zarodki umierają, bo ona ma zwyczajnie nieprzystosowane do ciąży ciało, jest moim zdaniem egoistką i jest odpowiedzialna za śmierć tych istot. Ja nie mogę zajść w ciążę w ogóle i pogodziłam się z tym, że nie urodzę dziecka ukochanego mężczyzny. A innego dziecka nie chcę. I nie jestem katoliczką-maniaczką tylko ateistką, ale myślę i czuję, czego niektórym kobietom chyba brak, bo są zbyt skupione na celu jakim jest być mamą, za wszelką cenę i po trupach. Tym z Was, które bardzo pragną mieć dziecko, a raz czy dwa poroniły i teraz cierpią i tęsknią współczuję gorąco, ale zastanówcie się, czy znowu chcecie przez to przechodzić. Naprawdę wiele dobrego można w życiu zrobić nie zmieniwszy ani jednej pieluszki i można cieszyć się takim życiem równie mocno. Niech Was prowadzi sumienie a nie pragnienia. Pozdrawiam autorkę!

    • Ty chyba nie znasz uczucia potrzeby dziecka. Mozna zmienic tysiace pieluch i rowniez wykonac tysiace innych dobrych uczynkow. Chciec dziecko znaczy zachodzic w ciaze i czasami wiele razy. Jesli nie znasz tego uczucia to nigdy innych nie zrozumiesz. A szkoda. Wolalabym takiego komentarza jak Twoj nie czytac. Mam 3 dzieci, nigdy nie poronilam ale mam duzo uczuc dla innych.

      • No i właśnie odezwał się egoizm, Glo.. Potrzeba bycia matką.. tylko to się liczy dla niektórych, a fakt, że jakieś życie przy tym powstaje i ginie wielokrotnie nie ma znaczenia. Jesteś przykładem takiego myślenia, o jakim pisałam. Kobieta, która sama nie może mieć dzieci, może dziecko adoptować lub pomóc wychować, np. pracując w przedszkolu czy szkole. To jest miłość do dzieci. A stwierdzenie ‚ale to już nie będzie MOJE dziecko’, jest przykładem egoizmu i przedmiotowego traktowania małego czlowieka.

        • Też myślałam tak jak Ty. Teraz mam małego „mojego” człowieczka i… wierz mi, rozumiem te kobiety, które chcą mieć swoje. To nie egoizm a natura. Ja nie lubię innych dzieci. A swoje kocham do utraty tchu. I dopiero teraz wiem co to bezwarunkowa miłość…

        • Nie ma w tym nic z egoizmu. Szanuję twoje zdanie, jednak mam zupełnie inne. Każda kobieta, która pragnie mieć dziecko, powinna mieć do tego w zupełności prawo. Nie atakuję Cię, ale zapytaj własnej mamy dlaczego jesteś na tym świecie. Założę się że jesteś bo bardzo ciebie pragnęła. Chciała nosić cię pod sercem, przytulać, wychować na dobrego człowieka… Ja również straciłam dziecko…dziecko, nie płód. Słyszałam jak biło jego serduszko, i choć minęło od tej pory prawie osiem lat ciągle zastanawiam się dlaczego. Od ponad roku nie chodzę nawet do lekarza, bo wszyscy specjaliści u których byliśmy z mężem twierdzą że jesteśmy zupełnie zdrowi tylko tak po prostu nie możemy mieć dzieci…i chyba to jest najgorsze, kiedy człowiek nie wie dlaczego…Bardzo bolą komentarze typu: „tyle jest dzieci w domach dziecka, to żałosne tak długo się starać, natura sama selekcjonuje…” Dzieci z adopcji nie są towarem zastępczym. Pary, które się na nie decydują muszą tego chcieć i być na to gotowe, nie ważne czy mają już dzieci biologiczne czy też nie. Jeżeli chodzi o selekcję naturalną zaś, jeszcze dwadzieścia lat temu dotyczyła na przykład wcześniaków…Czy to było dobre- oczywiście że nie. Najgorsze dla kobiet, które poroniły czy też nie mogą doczekać się własnych dzieci jest ta zawiść i złość innych ludzi. To, że nawet zdaniem niektórych nie powinnyśmy mieć prawa do smutku, do swojej prywatnej żałoby, bo to przecież tylko płód, bo selekcja, bo same jesteśmy sobie winne…aż szkoda słów na takie komentarze. Kochane, ja ze szczerego serca wszystkim nam życzę dużo siły i cierpliwości. Żywię głęboką nadzieję, że mimo wszelkich trudności, każda z nas będzie mogła nosić pod własnym sercem to mniejsze kochane serduszko, o którym tak marzymy:-)

    • Masz sporo racji. Dwa poronienia nieznane przyczyny, czyli trzecia ciąża to świadome ryzykowanie życia dziecka. Ja tego ryzyka już nie podejmuję, nie będę zabijać kolejnych dzieci, widać mój organizm nie potrafi tej ciąży utrzymać, przyczyna – nieznana. Genetyka, wszystko w porządku, tak prostu jest. Gdybym realizowała swoje pragnienie to byłby to tylko pierwotny instynkt, który kazałbymi próbowac mimo wszystko, ale jak juz napisałam nie będę ryzykować dla swojej egoistycznej potrzeby. Bycie matką za wszelką cenę i np. 8 poronień to nie jest matka.

      • Co za bzdury.
        To, że ktoś próbuje – i swoim cierpieniem te próby okupuje – nie znaczy, że jest egoistą. Piszecie tak, jakby to, że płód obumiera, to była wina ciężarnej (owszem, może tak być, ja pije, pali, nie dba o siebie, ale nie o takim przypadku tu rozmawiamy, nieprawdaż?). Dla mnie jest to niewyobrażalne, poroniłam pierwszą ciążę i wiem, że po prostu nie dałabym rady przejść przez to ponownie, bo totalnie bym się rozsypała. Bardzo długo dochodziłam do siebie po tym, na kolejną ciążę się zdecydowaliśmy i na szczęście, chociaż nie było łatwo, urodziłam w terminie zdrowego synka.
        Ale to nie znaczy, że mam potępiać osobę, która poroniła 3 razy i jest na tyle silna i zdeterminowana, że nie chce się poddać. Wręcz przeciwnie.
        Nie wiem jak kobieta, która poroniła, może o innej napisać, że 8 poronień to już nie jest matka. To obrzydliwe i okrutne. Nawet jeśli 9 raz też się nie uda, to to życie, które się nawet nie zdążyło zacząć nie krzywdzi nikogo oprócz jego rodziców. A oni najwyraźniej na to się zgadzają.

      • Jeżeli organizm zabija tyle razy zarodki,to znaczy,że problem jest.Może być nim mąż. Z innym partnerem ciąża jak najbardziej będzie donoszona.Organizm traktuje jak obce plemniki męża,potem zarodek.Chcesz dziecko,musisz zmienić męża.Innej drogi nie ma

        • szkoda, że plemniki Pani ojca i komórka jajowa Pani matki połączyły się – nie powinno do tego dojść bo to stworzyło potwora

          • Noooo,a nawet niejedna.Bo nas wiele jest.Wszyscy z pokolenia na pokolenie zdrowi jak koń. I płodni jak króliki.Ale mamy rozum i wiemy ,co to antykoncepcja.

    • nie wypisuj glupot,egoizmem nie jest posiadanie dziecka i nie pisz takich rzeczy jak nawet nie masz pojecia o instykcie macierzynstwa!

    • Wiesz,myślałam tak jak ty nigdy więcej nie przeżywać tej tragedii.Lecz po prostu wpadłam ,po bardzo trudnej ciąży – całej na podtrzymaniu urodziłam synka .Dziś ma 13-lat i fakt tych narodzin określę ,jako coś co najlepsze mogło mnie spotkać.Żałuję, że wcześniej nie zaszłam w ciąże ,bo to wcale nie jest egoizm lecz cud życia.

    • Witam, Powiem szczerze, że nie zgadzam się z takim myśleniem. Może ciężko jest mi to ocenić, bo ja straciłam jedno dziecko. Lekarz powiedział, że w większości przypadków takie poronienia są incydentalne i z następną ciążą wszystko już będzie dobrze. Ale tego nie wiem, mam taką nadzieję. Nie wiem też, jak bym się zachowała w przypadku poronień nawracających, nie chcę na razie o tym myśleć. Jednak na pewno nie nazwałabym kobiety, która mimo ronienia nadal stara się o dziecko „egoistką”. Ale każdy ma prawo do własnego zdania. Również pozdrawiam.

    • Ja po pierwszej straconej ciąży też myślałam, że to jednorazowy przypadek. Życie tak mi się ułożyło, że w druga ciążę zaszłam z innym partnerem. Ponownie poroniłam.
      Byłam załamana i nie chciałam nawet odebrać wyników badań w kierunku przyczyny, które mi zrobiono (od razu powiem, że przez zupełny przypadek, bo powiedziano mi, że obowiązująca procedura przewiduje w ramach NFZ takie badania dopiero po utracie czwartej ciąży; ja trafiłam jednak do ordynatora, który miał mnie przekonać, że moja ciąża jest już martwa i nic się z nią nie da zrobić, bo nie chciałam poddać się łyżeczkowaniu; ten wspaniały lekarz przeprowadził ze mną rozmowę z wielkim wyczuciem; przekonał mnie, że tej ciąży nie da się uratować, ale jeżeli zostanę w szpitalu, to zrobi mi badania pod kątem przyczyn; nie musiałam się godzić na łyżeczkowanie; mogłam przeżyć poronienie na oddziale szpitalnym pod opieką młodej lekarki, która wspaniale się mną zajęła).
      Po kilku miesiącach w końcu odebrałam te wyniki i znalazłam w obie siłę, aby w internecie poszukać wskazówek do ich interpretacji (na wizytę u lekarza nie mogłam się zdecydować; nie chciałam w ogóle oo tym słyszeć).
      Niedługo okazało się, że znowu jestem w ciąży. Wiedziałam już co robić. Poszłam do lekarza, opowiedziałam swoją historię i pokazałam wyniki; tak trafiłam na patologię cięży.
      Nie miałam pewności, że tym razem się uda. Całą ciążę kłułam się w brzuch, żeby zrobić sobie zastrzyk rozrzedzający krew. Bałam się o dziecko. Udało się. Gdybym nie zaryzykowała, to nie miałabym teraz syna.
      To on jest największym sukcesem mojego życia. Wszystko co zdobyłam wcześniej na polu zawodowym straciło znaczenie. Owszem, jestem dumna z tego, że jestem samodzielną kobietą, wykształconą, z szerokim zakresem zainteresowań. Najbardziej jednak jestem dumna z tego, że jestem matką. Dla mnie nic w tym życiu nie jest warte wysiłku, poświęcenia, ciężkiej pracy, jak właśnie macierzyństwo.
      Z perspektywy czasu widzę, że warto było próbować. Nie uważam siebie na egoistkę. Mam tylko jedno życie. Skoro czułam, że dla pełnego spełnienia potrzebuję dziecka, to miałam prawo do tego dążyć. Tak samo jak ten, który czuje, że pragnie być np. lekarzem robi wszystko, aby tak się stało.

      • kolejna historia ze szczęśliwym zakończeniem. Ja czekam z D. na nasze szczęśliwe zakończenie. Muszę poczytaćać o zaspole antyfosfolipidowym, coraz częściej się o tym słyszy. Pozdrawiam.

  66. Moja córka ma teraz 9 lat, chciałam żeby miała rodzeństwo, no ale niestety straciłam po niej już 5 ciąż. Każda ciąża była coraz dłuższa, ostatnia była rok temu skończyła się w 17 tyg, to był chłopiec doszło do rozwarcia szyjki założyli szew ale to nic nie dało, po tygodniu odeszły wody i wywolali poród. Serce boli nie mam już siły próbować leczę się na depresję. Pozdrawiam serdecznie wszystkie anoiolkowe mamy:(((

    • No to już jakiś masochizm.Popaść w depresję przez poronione zarodki,płody!! I mąż na to pozwala? To jakiś chory związek.Niszczyć swój organizm i siebie? Kobieto–kochaj siebie,a potem innych.Daj przewagę rozumowi.Masz jeszcze jakiś?

      • Powiem szczerze, że czytając Pani komentarze jest mi Pani trochę żal. To nie chodzi o to, jakie ma Pani poglądy, bo każdy ma prawo do swoich własnych, ale o to, że tak strasznie próbuje Pani udowodnić wszystkim piszącym tu kobietom, że nie poniosły żadnej straty, że są głupie i żałosne. Dlaczego tak bardzo na tym Pani zależy? Jak można napisać kobiecie, która przeżywa stratę, że to był poroniony zarodek, płód. Nawet jak by to był pęcherzyk ciążowy, to jeżeli kobieta poczuła, że to jej dziecko, to ma prawo to przeżywać. Czytając wszystkie Pani komentarze nie da się nie zauważyć, że swoją złością obdzieliłaby Pani pół Polski, niestety. Proszę już przestać tak się wyżywać, bo te komentarze mogą być naprawdę bolesne. Pozdrawiam,
        Ania

      • Dlaczego jest Pani taka okrutna? Zupełnie nie rozumiem Pani toku myślenia. Zdaniem Pani to kobieta jest winna temu że roni??? A która z nas tego chciała? Zastanawiam się czy specjalnie nie wyszukała Pani tego forum by wyżyć na kimś swoją frustracje. Póki co, choć wylewa Pani na niemal wszystkich wiadro pomyj, traktujemy Panią z szacunkiem. Bo nie jest to forum egoistek czy frustratek, tylko matek, które straciły swoje dzieci.

        • Ja uważam, że na te komentarze trzeba przestać reagować. nie dlatego, że mam inne zdanie niż pani Mawia, tylko dlatego, że często są obraźliwe i nie liczą się z uczuciami innych. Nie ma sensu tracić nerwów. Pozdrawiam :)

          • Dziewczyny trzeba olać ten bełkot. Po prostu niektórzy są takimi frustratami i ogólnie nikt nie chce już słuchać ich głupio-mądrego gadania, że wyładowują się na forach, gdzie czerpią przyjemność z tego, że komuś dokopią. Ale tak na poważnie, to czy jeden skretyniały idiota jest nam w stanie jeszcze dokopać? Będziemy się tym przejmować? Nieee. Wyśmiejmy to i tyle. Popisze, popisze i się znudzi.

      • Pani Mario,naprawde fachowe wypowiedzi.A co pani sadzi o ewolucji czlowieka?Mam wrazenie,ze pani zatrzymala sie juz na samym poczatku.Bardzo pani wspolczuje :(

  67. Moja mama trzy razy poroniła, czwarte dziecko urodziło się w szóstym miesiącu i żyło tylko 10min. ale prócz tego urodziła pięcioro dzieci- z jedną ciążą krwawiła i była na podtrzymaniu, mnie urodziła pod koniec siódmego miesiąca, a moja młodsza siostra ma Zespół Downa. Jeden z moich trzech braci zginął w wypadku. wiele lat po tej tragedii odważyłam się mamie zadać pytanie- skąd wzięła siłę, żeby się z tego wszystkiego podnosić? Odpowiedziała mi, że musiała, bo miała nas, gdyby nie my (dzieci) to ona nie miałaby już po co żyć, a tak musiała rano wstawać i się nami opiekować i było jej co raz lżej. Tak więc dziewczyny, nie poddawajcie się. Sama mam już 31 lat i mam endometriozę- w zeszłym roku wylądowałam w szpitalu bo mi torbiel na jajniku pękła. Lekarze słysząc moją odpowiedź na pytanie czy mam dzieci tylko pochmurnieli i kręcili głowami mówiąc, że będę miała problem z zajściem w ciąże. Przez rok brałam tabletki antykoncepcyjne, żeby wstrzymać pracę jajników licząc na to, że torbiele się wchłoną. Zobaczymy co dalej… :) Nie tracę nadziei.

    • Nie trac nadziei. Mialam endometrioze. Nazywalo sie ze jeszcze 2 lata i nigdy nie zajde w ciaze. Zaszlam po 4 latach. Zycie dla dzieci to wspaniala sprawa. Wszystko co dla nich robie sprawia mi ogromna przyjemnosc.Nie potrafie sie poswiecac dla przedmiotow martwych np meble, ciuchy. Usmiech szczesliwego dziecka daje sile zyc. Zycze wytrwalosci i powodzenia.

    • Życzę powodzenia :) Jednej mojej znajomej również powiedziano, że nie ma szans na dziecko, odpuściła, straciła nadzieję, a dziecko pojawiło się nagle, kiedy się z mężem tego nie spodziewali :) TRzymam kciuki, Ania

  68. Poroniłam trzy razy, za każdym razem w 9 tygodniu. Po ostatnim poronieniu straciłam nadzieję, przerażał mnie fakt otrzymanego pliku skierowań do specjalistów. Gdzieś w głębi pogodziłam się też z tym, że po prostu nie będę miała dzieci- zawsze je uwielbiałam, chciałam mieć ich całą gromadkę, ale dopatrywałam się w tym złośliwości losu, że ci, którzy najbardziej pragną dzieci, nie mogą ich mieć.
    3 miesiące po ostatnim poronieniu zaczęłam się źle czuć. I choć test okazał się pozytywny, nie wierzyłam, że urodzę to dziecko. Na każde kolejne badania szłam jak na ścięcie, pewna, że coś jest nie tak, ale tygodnie mijały, a ciąża rozwijała się prawidłowo.
    Dzisiaj to 37 tydzień i choć miałam tyle czasu na oswojenie się z tym, że wszystko jest dobrze, dalej nie mogę w to do końca uwierzyć i pewnie nie będę spokojna dopóki nie będę trzymała córeczki w rękach.

    • Do „anonim”
      Pierwsza ciaza poroniona.Po 4 miesiacach ciaza.Kazdy wyjazd na kontrole byl silnym stresem,balam sie uslyszec,ze cos jest nie tak.Urodzilam Slicznego,zdrowego synka.Idealnie w terminie.Mam jeszcze coreczke,niedawno skonczyla 2 lata.
      Zycze wszystkiego dobrego, wszystko sie uda!!!

  69. Jesteś mądrą, myślącą kobietą. Widzę to w Twoich przemyśleniach na temat „znieczulicy” pielęgniarek. Cieszę się, że potrafisz spojrzeć dalej, iż tam, gdzie kończy się Twój dramat. Dystans pomaga, choć niewiele :).
    Ja o mały włos nie dołączyłam do tego klubu. Jednak udało się, choć wiele mnie to kosztowało. Wierzę, że Tobie też się w końcu uda. Trzymam za Ciebie kciuki.

  70. Witaj Aniu, niestety i ja należę do tego „klubu”…. Mam dwójkę „Ziemskich” dzieciaczków i czworo „Anielskich dzieci”-7, 10, 14, i 37tc. Zaskakująca jest znieczulica na oddziałach, oczywiście nie wszystkich. Zdarzają się jednak rażące przypadki tego jak dobić matkę, która dopiero co straciła swoje ukochane dziecko…. Mnie po śmierci Synka Miłoszka (37tc, 53cm i 2640g) ślicznego zdrowo rozwijającego się chłopca, lekarz powiedział ze „to kolejna liczba w statystyce”…. Oj gdybym ja miała więcej siły…. niestety słowa typu ” będziesz miała następne” to jak cios w serce… A od nikogo z lekarzy czy pielęgniarek, przez te moje wizyty nie usłyszałam nigdy zwykłego „przykro mi” czy „współczuję”. Tak po prostu po ludzku…. Ale na koniec powiem, że po burzy wychodzi słońce. Dla mnie zaświeciło ponownie w 2010r. Po prawie 5 latach i czterech „stratach” moich najukochańszych bąbli. Życzę aby to słoneczko zaświeciło i u Was, abyś trafiła na dobrego gina, żeby wszystko było jak należy od poczęcia aż do szczęśliwego porodu. To jak miód dla duszy. Pozdrawiam .

  71. Ja straciłam pierwsze 3 ciąże;(teraz jestem mamą dwóch chłopców-6 lat i 10 miesiecy.To że straciłam ciąże wczesniej sprawiło ze bardziej doceniam to co mam…

  72. moje panie biologii
    nie przeskoczycie
    nie z kazdego ziarna bedzie plon

    nic na sile i nic przeciw madrosci natury

    chcecie kontrolowc to co nie jest kontrolowalne
    ulegajac uludzie postepu i rzewnych uniesien z tabloidow
    dawniej kobiety traktowaly ciaze naturalnie jako etap a nie jako dziecko

    • Tak, naturę ciężko oszukać, to prawda. Jednak nie zgodzę się, że jeżeli kobieta roni, to nie może próbować nadal, bo biologia. A ciąża jako etap, jak kto woli, dla mnie od początku to było dziecko. Pozdrawiam, Ania

  73. Cześć, dużo kobiet traci ciąże. W zależności od jej etapu i ilości poinformowanych osób jedne przechodzą bez echa inne są bardziej znane. Straciłm dwie, na samym początku, wie tylko mąż i moja matka. Uznałam, że tak będzie prościej. Ale rozumiem kobiety , które traciły dziecko w 7 – 9 miesiącu, myślę , że ich doświadczenie jest dużo gorsze od mojego. A personel szpitala, masz rację, oni widza takie tragedie, że wypaliliby się gdyby przeżywali to już na pierwszych 3 pacjentkach. Wiele matek tego nie rozumie, ale ja widziałam jak denerwował się mój lekarz gdy skierował pacjentkę przede mną na łyżeczkowanie w 6 miesiącu. Jeszcze przy mnie to przeżywał. Prowadził to dziecko i nie wiedział dlaczego umarło. Był bezsilny i widać było , że cierpi z nimi. Dlatego go lubie i rozumiem, że gdy bywa czasem szorstki to jest to taka ochrona przed nadmiernymi emocjami. Tak, że głowa do góry, nie my pierwsze i nie ostatnie. Trzeba o tym rozmawiać, bo zauważyłam, że wiele kobiet celebruje żałobę swoich nienarodzonych dzieci po kilka lat.

    • Chyba najgorsze co można usłyszeć, to własnie, to, że nie my pierwsze, nie ostatnie… Przechodząc przez to, nie chce się tego słyszeć. Przynajmniej ja nie chciałam. To takie bagatelizowanie całej sytuacji, coś w stylu, „nie martw się, to nic, wielu ludziom to się zdarza”- pewnie tak, ale to nie umniejsza naszego bólu, a sprawia, że człowiek czuje się po prostu źle… Denerwuję się do dzisiaj kiedy słyszę, że już po wszystkim mam zapomnieć- co jest dla mnie idiotyzmem… Mam zapomnieć o moim dziecku? Przecież jemu należy się ta pamięć, no i to moje dziecko… Albo teks, że lepiej wcześniej niż później…- Heh tak jakby to dla mnie była jakaś różnica… I tak strasznie często słyszymy to od innych matek. Czasami lepiej nie mówić nic.

      • Ale też nie ma co tej żałoby przedłużać, czcić grób na cmentarzu. Wiele matek traci swoje dzieci, żałoba to naturalny czas, ma swoje etapy i powinna kiedys się skończyć. Ja swoją przeszłam i uwierz mi jest mi z tym lepiej. Ale są kobiety które chcą do tego wracać. Nie wiem co za tym stoi, jakiś dziwny masochizm chyba. Takie jest życie, wszyscy umrzemy, czasem nasze dzieci przed nami, czasem nawet nie zdażą się narodzić, czasem nawet brzuch nie zdąży się zakrąglić! Takie jest życie, to naturalne.Gdyby nie USG wiele z tych kobiet nie wiedziałoby nawet , że byy w ciązy. Im predzęj się z tym pogodzimy tym prędzej zaczniemy znowu żyć.

      • Przepraszam ale nie wspomniałam o zapominaniu o dziecku. Powiedz mi dlaczego równoważysz zakończenie żałoby z zapomnieniem swojego dziecka? Zakończyć żałobę nie oznacza zapomnieć, to są dwie zupełnie różne sprawy. To, że opłakałam kogoś nie oznacza , że o nim zapomniałam. Nik nie każe Ci zapominać.

        • Mówię tylko, że słyszę to od wielu ludzi… I, że uważam to za głupotę. Nie równam zakończenia żałoby z zapomnieniem, bo zapomnieć się po prostu nie da. Zresztą myślę, że niewiele z nas chciałaby zapomnieć. Może mamy póki co inne spojrzenie na to wszystko, może u Ciebie minęło już trochę więcej czasu. U mnie to dopiero 1,5 miesiąca, dla mnie to za mało, żeby już wrócić do normalnego życia, ale wiem, że jestem na dobrej drodze ku temu. No i do tego wszystkiego dochodzi przerażające poczucie winy, którego nigdy w życiu się nie pozbędę. Bo ja musiałam podjąć decyzję…

  74. To boli przez całe życie,liczy się ile by miało teraz lat…Poroniłam w 7.tygodniu,kiedy bije już serduszko,pewnie zdążyło zabić dla mnie.Teraz miałby/a22 lata-szmat czasu.Usłyszałam wtedy,że mam dzieci w domu,że mam dużo lat,że właściwie….
    Byłam na sali,gdzie ciężarna kobieta poszła na weekendową przepustkę,a ja zostałam sama,nikt z personelu nawet nie zaglądał do mnie.Mogłam naprawdę zrobić coś głupiego,bo każda moja część ciała „wyła”. Po wyjściu ze szpitala sąsiadka,która była oddziałową na tym oddziale stwierdziła,że kobieta z którą dzieliłam salę nie mogła się nadziwić,że nie płakałam-widać nie zależało mi na tym dziecku.Od tej chwili wiem,że słowem można zabić drugiego człowieka.Każde Święta,każdy Dzień Dziecka -pamiętam.M.

    • Odbiło ci,czy to prowokacja? W 7.tygodniu nawet nie jesteśmy pewne ,że jest ciąża. 22lata temu nawet nikt nie robił USC bez potrzeby,a zresztą czekało się na miesiączkę albo konkretny jej brak.Serduszko,paluszki,rączki….ble,ble,ble.W końcu wyskrobiny z jamy macicy do badania przeciw rakowi lub endometriozy wysłane do laboratorium

  75. Też niestety jestem w tym przerażającym klubie… W 12 tygodniu ciąży, na badaniach prenatalnych okazało się, że moje dziecko nie ma kości osłony czaszki…Nie było dla niego ratunku… No i w 14 tygodniu zostałam członkiem tego cholernego klubu… :( Niedawno z badań genetycznych dowiedziałam się, że to był chłopiec… Nie wiem skąd jesteś, ale teraz w wielu dużych miastach, są masowe groby takich nienarodzonych dzieci, kilka razy do roku są organizowane pogrzeby. Poczułam jakąś ulgę, jak dowiedziałam się, że mam gdzie zapalić znicz mojemu dziecku… Tak bardzo chciałabym, żeby takie rzeczy już nigdy nikomu się nie przytrafiły. Czułam i nadal czuję ten ból… To jest nie do zniesienia.

    • Te masowe groby wymyślili księża,aby kasę podreperować.O dziwo 20 cz 30 lat temu nie chcieli nawet słyszeć o” takich rzeczach”

      • Akurat we Wrocławiu zajmuje się tym fundacja, co prawda prowadzona przez siostry zakonne. Ale jak niby kościół miałby przez to zarobić możesz sprecyzować? Dowiadywałam się nawet czy zbierają jakieś pieniądze na pomnik i nie, nie zbierają. Całkowity koszt zostanie pokryty z budżetu obywatelskiego, czyli z kasy od miasta. Nawet chciałam im coś wpłacić na konto, ale jedyne o co prosili to 1% podatku. Tak więc Twoje słowa są zupełnie bezpodstawne. A nawet jeśli, to w sumie i tak myślę, że mało kogo by to interesowało. Liczy się to, że są te groby i, że mam gdzie zapalić mojemu dziecku znicz.

        • Fundacja dostaje dofinansowanie ,ma zniżki i ulgi. Oj ZMIESZANA,rozumu to ty i tobie podobne niewiele macie.Dziecku zmarłemu,a płodowi czy zarodkowi…to różnica wielka jest..Uważaj,żeby mąż nie wydał nasienia na prześcieradło,bo tam może dojść do zapłodnienia na kilka minut.

          • Nie będę sobie za dużo strzępić języka na jakieś dłuższe tłumaczenie Tobie, bo takim osobom nie warto. Powiem tylko, że dla mnie to było dziecko od samego początku, bez względu na to, że urodziłam je w 14 tygodniu. Tak urodziłam, można powiedzieć, że poroniłam, ale dla lekarzy to mała różnica, jeżeli chodzi o sam przebieg tego. To tylko nazwa. Miałam skurcze, odeszły mi wody i cała reszta. A swoje pseudo inteligentne docinki zostaw dla siebie. Chociaż pewnie fora internetowe to jedyne miejsce gdzie można wylać swoje frustrację co, bo całkiem, możliwe, że w realnym życiu już nikt nie chce słuchać takiego mało mądrego i mało inteligentnego bełkotu.

  76. Miałam 2 poronienia i martwą ciąże. Lekarze twierdzili że powinnam mieć dzieci ale przez 5 lat nie zachodziłam w ciąże.Przyczyna ktoś nam złorzeczył, przekleństwo rodziców, dziadków to są słowa wypowiedziane w złości , za chwilę wszystko mija a osoba która złorzeczyła nie wyznała tego na spowiedzi, dopiero po błogosławieństwie księdza i przerwaniu ” klątw” zaszłam dwa razy w ciąże i mam 2 dzieci już dorosłych. Na wiarygodność moich słów proszę wysłuchajcie kilku modlitw o uzdrowienie duchowe i fizyczne na http://www.mimj.pl polecam i świadectwa . Po 8 latach urodziłam pierwsze dziecko. Cierpienie

    • Zal sciska, ze dzieci moga miec tak nawiedzona matke. Zal sciska, ze w Polsce i w XXI wieku takie typy sie szlajaja. Ja myslalam, ze jestesmy wyksztalconym narodem. Po przeczytaniu twojego postu zmienilam zdanie. Zalecam MEDYTACJE 40 dni na pustyni . Innego leczenia nie ma.

      • Dusza- witam w klubie normalnych.Zaraz napiszą,że złośliwa jestes,bez empatii.Ja się jedynie zastanawiam,czy one potem miały te dzieci z tym samym mężczyzną? Moim zdaniem nie.Po pierwsze normalny facet ucieka od kretynek,bo tego nie wytrzymuje,po drugie,jeżeli bardzo wiele razy było poronienie,to znaczy,że jest konflikt w organizmach.A tego się nie leczy.Zmiana partnera seksualnego jest lekiem wtedy

  77. Jesli bałas sie o ciaże to nalezało sie powstrzymac od wspolzycia..niestety ja bedac w zagrozonej ciazy dostalam taki zakaz,orgazm powoduje pewne skurcze ktore moga wywolac poronienie..

    • Witam, tylko że ja nie miałam zagrożonej ciąży. Nic nie wskazywało, że dzieje się coś złego. Czułam się dobrze, żadnych boleści, żadnego sygnału. Gdybym wiedziała, że z ciążą dzieje się coś złego, to od seksu powstrzymałabym się nawet przez cały okres jej trwania. U mnie jednorazowe plamienie pojawiło się 2 dni przed wizytą kontrolną. Przed badaniem lekarz zapytał, czy plamienie trwa, odpowiedziałam, że nie, jednak na badaniu ginekolog zobaczył, że niestety jest, ale nie wydostaje się na zewnątrz. Stało się to w kompletnej tajemnicy. Pozdrawiam, Ania

  78. Ja też niestety należę do tego klubu i trafiałam do niego dwukrotnie podpisując się pod szpital, a dwa razy nie zdążyłam potwierdzić ciąży u ginekologa a już było po wszystkim…współczuję uczestnictwa w takim klubie, pamięć o tym nigdy nie zniknie, ja mam Teraz trzech synów i czekam na czwartego ale wciąż nie mogę zapomnieć o tamtych małych serduszkach

  79. Witaj :) przyznam że łzy mi poleciały kiedy czytałam Twój wpis i komentarze innych dziewczyn. Sama doswiadczylam utraty dzidziusia dwa lata temu będąc w 10 tyg ciazy . Serce boli do tej pory, często myślę jakie to dziecko byłoby teraz, miałoby rok i trzy miesiące… Obecnie jestem w 25 tyg ciazy i kocham to maleństwo całym sercem :) nie poddawaj sie, zawsze bedziesz myślała o tej istotce ktora utracilas ale nowe dziecko wynagrodzi Ci cały ten bol, warto się starać i cierpliwie czekać :) trzymam za Ciebie kciuki :)

  80. i ja niestety jestem w gronie Aniołkowych mam. niestety już po raz 4 straciłam maleństwo. i nie mam siły walczyć.badania zmiany lekarzy nic nie dawały bo jestem zdrowa…maż też i co z tego jak maleństwa umieraja..przestaje bić im serce.żyje dla synka którego udało mi sie urodzić 5 lat temu…lekarze twierdzą że musiał być cudem….teżtak myśle bo juzdawno by mnie nie było gdyby nie On.

    • Witaj,
      rozumiem, że po tylu stratach brakuje już sił na dalsze narażanie swojej psychiki na takie doświadczenia. Wiem to na swoim przykładzie. Moja pierwsza córeczka zmarła po porodzie- po 2 tygodniach. Po kilku latach urodziłam i tak jak Ty myślałam, że wszystko co złe już poza mną. Uważam, że moje dziecko jest cudem po tym, jak później 5 razy miałam obumarłe ciąże (wszystkie między 9 a 12 tygodniem). Badania nie wykazały żadnych przyczyn takiej sytuacji, w międzyczasie była zmiana lekarza. Za każdym razem myślałam, że już więcej nie będę próbowała, że już nie dam rady – ale, z drugiej strony, za każdym razem miałam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Moja szósta z kolei ciąża zakończyła się kolejnym cudem – moja druga dziewczynka ma teraz 2,5 miesiąca. Nic nie sugeruję, mówię tylko jak nieprzewidywalne jest życie. „Moje statystyki” to 8 ciąż, 3 cesarki, 2 córeczki – dwa cuda!

  81. Witaj. Ja pierwszego synka straciłam w 17 tyg. ciąży. Nie wiadomo dlaczego. Córka żyła tydzień i zmarła 19 grudnia. W wigilie był pogrzeb. Wiele osób traktuje mnie teraz jak „trędowatą”. Przecież przez to że nie wróciłam z małą do domu, nie oznacza że nie byłam w ciąży, nie rodziłam. Ciężko było patrzeć jak mała tak bardzo cierpiała. Ciężko jest chodzić co tydzień na cmentarz do dwójki dzieci zamiast się z nimi bawić w ich pokoiku. Na szczęście mam wspaniałego męża. Pozdrawiam Cię ciepło i ściskam mocno.

    • Miłam się powstrzymać ale nie mogę. Po prostu NIE MOGE! Kto traktuje Cię jak trędowatą, chyba Ty sama siebie…

      • Ja siebie? A jak Ty byś się czuła jakby koleżanki przestały rozmawiać o dzieciach, o ciąży jeśli Ty podchodzisz do nich?
        Wiesz ja o dziwo nie robię wokół z tego szumy. Nie mówię i nie uzewnętrzniam się z moimi uczuciami aby nikogo nie obarczać.
        Zresztą każda z nas nie może nikogo oceniać. Żadna z nas nie wie jak się czuje druga. To są podobne sytuację ale różne osoby i różnie to przeżywają. Nawet największemu wrogowi nie życzę być w takiej sytuacji.

        • To nie traktują Cię jak trędowatą, mylisz pojęcia. A ciekawe czy Ty rozmawiałaś z nimi? Bo ja rozmawiam z koleżankami o dzieciach. O poronieniach nie wiedza bo nie mówiłam o ciązy ale wiedzą że nie mogę mieć dzieci.

      • Witam, straciłam ciążę w 19 tygodniu. Mam koleżankę której synek żył tylko 10 dni. Przeżyła to co ty. Koleżanka powiedziała jej, że ma nie przychodzić na urodziny jej dziecka, bo pewnie będzie się źle czuć w towarzystwie maluchów. Z góry założyła, że tak będzie… A może by tak zapytać o zdanie samą zainteresowaną? Może ona bardzo chciała iść na to przyjęcie?
        Znam to, telefon nagle przestaje dzwonić, koleżanki tłumaczą się, że „nie wiedzą co powiedzieć” Straszne.

  82. tak niestety działa nasza służba zdrowia… Ja zaszłam w ciąże po 10 miesiącach, musiałam czekać bo miałam cc. obecnie jestem w 26 tygodniu i synuś jest zdrowy… Bardzo mocno trzymam za Was kciuki i życzę jak najlepiej;)

    • To cudowne! :) to ja trzymam kciuki za Was :) dziękuję za taką informację, jak słyszę o kobietach, które mimo straty starają się i zachodzą w ciążę, to napawa mnie ot optymizmem. Do nas też uśmiechnie się los, mam nadzieję, że już niedługo :)

      • Nie załamuj się,walcz,bądź silna.Ja miałam już dwoje gdy zdecydowałam się na trzecie .Niestety ,ciąża obumarła,potem pozamaciczna.Cykl badań i wyrok nie może pani mieć więcej dzieci,szok ,łzy.Trzy tygodnie później koleżanka z pracy mówi mi że coraz gorzej wyglądam ,zaspana jakaś taka.Test ciążowy pokazał dwie różowe kreski.Dziś mały ma dwa i pól roku.Cuda się zdażają.

    • A co ATUSIA,dla ciebie czekać 10 mcy z następną ciążą to kara jakaś? Najlepiej jak królik,za miesiąc

      • Wiesz, piszesz do kobiety, która pochowała dziecko. DZIECKO, rozumiesz? Czy nawet jej nie dasz spokoju? Współczuję Ci, naprawdę.

  83. masz prawo pochować na każdym etapie ciąży,ubiegać się o świadczenia itp, moja znajoma z grupy wsparcia pochowała dzieciątko z 9 tygodnia, nie wiedziała jakiej był płci, ale nazwała Go Pawełek. To tak na marginesie, każdy ma inne potrzeby inaczej przeżywa swoją żałobę. Wiadomo jak to jest w szpitalach, często nie traktują tak maleńkiego dziecka jak człowieka… Lekarze Wam powiedzieli kiedy możecie się starać? Kolejna ciąża na pewno trochę pomoże…

    • Nikt w szpitalu nie poruszył z nami tego tematu.Dla szpitala to na pewno nie było jeszcze dziecko, dla nas już tak. W piątek mam wizytę kontrolną u ginekologa i wtedy się wszystkiego dowiem, będę już wtedy miała wyniki histopatologiczne. Podpytywałam go już wcześniej i powiedział, że on zaleca cztery miesiące przerwy, ale ja najchętniej skróciłabym to do trzech. Znam siebie i wiem, że im wcześniej będę mogła się starać, tym lepiej będę do tego podchodzić.

      • Aniu odradzam tak szybka ponowna probe ….poronilam w 8 tyg oczywiscie krwawienie szybkoszpital i info nie ma co ratowac odczekac 3 miesiace i probowac znowu oczywiscie tak zrobilismy ….nie posiadalam sie ze szczescia widzac pozytywny wynik testu ….ale juz w 8 tyg lekarz inny bo przeprowadzilam sie zapytal co za idiota mi doradzal tak szybko zachodzic w ciaze po poronieniu mowil,ze 6 miesiecy to minimum ….mial racje od 12 tyg ciagle byly problemy z serduszkiem raz bilo raz….w 16 tyg ostatecznie rozpoznano ciaze obumarla …..znowu rozpacz ….zabieg wykazal ze plod byl jak w 8 tyg a nie 16 …..poddalam sie moj partner mnie zostawil stwierdzajac,ze nie chce bezplodnej kobiety….wyjechalam z kraju po 2 latach zaszlam w ciaze …..mimo problemow udalo sie ja donosic mimo,ze w 10 tyg stwierdzono poronienie i przeszlam zabieg to w 16 tyg trafilam na oddzial z podejrzeniem wyrostka dowiedzialam sie,ze jestem w 16 tyg ciazy ktora poronilam ….dzis moja corka ma 16 lat mimo,ze urodzilasie w 8 miesiacu to jest zdrowa i sliczna…..dzis mam 41 lat i nowego meza…..zastanawiam sie czy znowu nie sprobowac….zycze powodzenia….

        • co do starania się o kolejne dziecko po poronieniu to lekarze podają różne termin 3 miesiące, 6 miesięcy można starać się od razu. U mnie tak właśnie było na początku stycznia 2013r. poroniłam a pod koniec lutego 2013r. okazało się, że jestem w ciąży. Dodam, że lekarka nie widziała żadnych przeciwwskazań do starania się o dziecko. Ciąża przebiegała prawidłowo i w listopadzie urodziłam w 39 tyg zdrowego synka. Grunt to się nie załamywać. Trzymam kciuki

          • Witam :)
            Mnie również lekarz kazał odczekać 6miesiecy,ale nie spieszylam się i na kolejna ciążę zdecydowalam się dopiero za 5lat… Nie obyło się bez problemów,ale mam pięknego i zdolnego 9-cio latka :D
            A na kolejne też odczekałam 5lat,tak,dla własnej spokojosci ;) I mam zdrową 4letnia córkę :) Czasem warto poczekać na ten piękny cud jakim jest posiadanie dzieciaczków :)
            Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim Mamusiom Aniołków,które czekają na zdrowe maluszki :)

  84. Ja wierzę że od chwili zapłodnienia dziecko dostaje duszę, jest człowiekiem więc my jesteśmy od tego momentu mamami:) Mój Synuś był krytycznie chory. Powiedz mi, jeśli chcesz oczywiście- nie chcieliście pochować Waszego dzieciątka? Czy może nikt Ci w szpitalu nie powiedział o takiej możliwości?

    • Przeczytałam o tym dopiero po wyjściu ze szpitala, jednak wszędzie podają, że można o to zabiegać, jeżeli ciąża była powyżej 20 tygodnia, nie jestem pewna. Ja właśnie kończyłam 12 tydzień, więc nawet się nie zastanawialiśmy nad tym…

  85. Witaj, przeczytałam Twojego bloga i bardzo mi przykro że musiałaś dołączyć do „naszego” grona, ja jestem mamą Aniołka Filipka, urodzonego 16 stycznia a zmarłego 18 stycznia 2014 roku…moje 3280 gramów i 53 cm szczęścia… Dobrze to określiłaś w „klubie matek”… Oddała bym wszystko żeby w nim nie być, żeby teraz moje słońce leżało sobie w swoim łóżeczku a nie zimnym grobie… Teraz jestem na trochę innym etapie żałoby, wiele się zmieniło… Gdybyś chciała pogadać pisz:)

    • Właśnie nie wiem, skąd bierze się opinia, że kobiety, które straciły swoje dzieci nie są matkami. Moje dziecko miało zaledwie kilka gram, jednak mamą poczułam się jak tylko je zobaczyłam na usg i nadal się nią czuję. Pochowanie dziecka to najgorsza tragedia, jaka może spotkać kobietę, nawet nie próbuję sobie wyobrażać tego bólu, skoro mój był tak wielki. Mi spokój daje myśl, że moje dziecko mogło bardzo cierpieć, gdyby urodziło się chore. D. powiedział, że ono przyjdzie jeszcze do nas, tylko tym razem dostanie zdrowe ciało, żebyśmy mogli razem cieszyć się życiem.

      • Tego nie jesteś w stanie zrozumieć…to, że nie nosiłam dziecka przez 9 miesięcy nie znaczy, ze nie kochałam, ze jego serduszko nie biło pod moim… ja straciłam 4 ciąże w ciągu 4 lat… w tym dwie w 6tc i dwie w 18tc… pochowałam swoje dzieci.. mają grób… maja naszą miłość, pamięć i modlitwę… My mamy tylko ich wspomnienie i miejsce na cmentarzu, do którego uciekamy, gdy jest nam źle… piszę MY bo nie zapominajmy o naszych mężach//partnerach, którzy przechodzą też przez koszmar poronienia…
        Temat poronień to temat tabu… jednak jest i niestety dotyka wielu kobiet…
        Ale ja jeszcze walczę..

        • Koszmar / poronienia płodu kilkutygodniowego / mężczyznom to stwarzacie wy same.Im by do głowy to nie przyszło.Odbierają kobietę ze szpitala i chcą powrotu do normalności

      • Też nie wiem skąd się bierze taka opinia, tym bardziej, że kobietom, które poroniły przysługuje urlop macierzyński

          • Ty IVA nienormalna jesteś,to się nie wypowiadaj.Urlop macierzyński za poronienie!.Idź tumanie do szkoły,poznaj określenia i fazy rozwoju. A ciążą i jej zakoń czenie też mają etapy.Poronienie,poród niewczesny,poród przedwczesny,poród o czasie.Do łóżka pierwsze,a do nauki ostatnie. I po ca takie tumany mają rodzić?

          • Jeśli w szpital otrzyma się zaświadczenie i wystąpi o akt zgonu dziecka do USC – na jego podstawie zawsze ma się prawo do urlopu macierzyńskiego (w tym przypadku 8 tygodni). I tydzień ciąży nie ma żadnego znaczenia. Na zaświadczeniu ze szpitala jest jedynie informacja o urodzeniu martwego dziecka, jeśli jest za małe aby ustalić płeć – matka dziecka decyduje.

      • Ja też jestem w klubie matek, które straciły dzieci, niestety. Pojutrze święto matek, wszystkich matek. Tylko trudno czasem się przyznać, że również twoje. Obcym ludziom nie mówię o moich aniołkach, mówię raczej, że mam jedno dziecko. Moje pierwsze dziecko zmarło parę dni po urodzeniu, z powodu niewykrytej wady serca. To było 14 lat temu, a wciąż boli. Osiem lat temu też się dowiedziałam (w 10 tygodniu), że serduszko nie bije. Cztery lata temu, po wielu staraniach urodziłam zdrową wspaniałą córkę. Na więcej dzieci się nie zdecyduję, przede wszystkim z powodu wieku, ale także z powodu ogromnego stresu. Potworny lek przed każdym usg, co z sercem dziecka, czy lekarz wszystko zobaczy, czy się uda. Poza tym lekarze. Po śmierci pierwszego dziecka usłyszałam od lekarki (zresztą patolog), żebym sobie zrobiła kolejne. A podczas trzeciej ciąży od trzech lekarzy, przy pytaniu o wywiad położniczy i mojej odpowiedzi „ciąża trzecia, do porodu drugiego, pierwsze dziecko nie żyje” usłyszałam tekst „To Pani tak naprawdę nie ma dzieci?”. Nie wiem, czego nie rozumieli, ale ciężko przeżyłam to pytanie.
        We wtorek zobaczę moje dziecko podczas przedstawienia dla rodziców… i znów będę płakać, że powinnam mieć za sobą tak wiele przedstawień z dwójką starszych dzieci.
        Życzę wszystkim osieroconym matkom dużo szczęścia i wielu radosnych Dni Matki spędzonych z upragnionymi dziećmi.

    • Pani Aniu, bardzo wszystkim paniom współczuję tak wielkiej straty, jestem matką trojga cudownych prawie dorosłych dzieci nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego co czujecie trafiłam tu przez przypadek i nie mogę zrozumieć dlaczego nie zablokuje cie tej wredne baby która pisze te złośliwe komentarze to jest wasz ból i nikt nie może mówić wam jak macie go przeżywać, jestem pielęgniarka z dużym stażem wierzę że za jakiś czas wszystkie które teraz ubolewacie przytulicie do piersi swoje maluchy tego wam życzę z całego serca, nie zawsze pada deszcz kochane jeszcze zaświeci słońce pozdrawiam

  86. 2
    ze swoim mężem i nowymi szwagrami. Zaczęłam plamić lecz mój ginekolog stwierdził że to normalne zjawisko może być, więc nic z tym nie zrobiłam i to był największy błąd w moim życiu. Pod wieczór doszedł mi bardzo silny ból brzucha coraz mocniejszy, aż w końcu podjęłam decyzję że chce jechać do lekarza by mnie zbadali. Ale co tam usłyszałam to był szok. Byłam w ciąży a pan doktor po zrobieniu usg wypowiada słowa „tej ciąży już nie ma, poroniła pani”. To zdanie brzmiało mi w głowie bardzo długo jak nie do dziś. Pojechałam na oddział zrobili czyszczenie itd. Łzy lały się mi strumieniami bardzo długo i też od wszystkich słyszałam nie płacz, jeszcze będziesz miała dzieci. A ja im na to „ale ja chcę moje dziecko”. I tak wyszłam na drugi dzień potem minął tydzień, dwa, miesiąc. Jakoś z każdym dniem bolało coraz mniej. Ale odpadało oglądanie programów o ciąży o dzieciach widywanie ciężarnych na ulicy. Łzy same leciały. Do dzisiaj nie wiem co mogło być przyczyną stres, przemęczenie itd. Ale chyba przestałam się już nad tym zastanawiać i też sobie zadaje pytanie czy ze mną jest coś nie tak że w ciągu kilku miesięcy pogodziłam się ze stratą ciąży. Minęło 3,5roku a ja przez ten cały czas choć się specjalnie nie staraliśmy to chciałam mieć dziecko lecz wspomnienia i ten paniczny lęk o może kolejnej nieudanej ciąży był tak silny że podświadomie unikałam „spotkań” z mężem w dni płodne. Aż podjeliśmy decyzję że rok 2015 będzie rokiem starania się o dziecko. Do tego czasu urodziło wiele moich znajomych, w styczniu i marcu przyszły dzieci naszego rodzeństwa. I może los uśmiechnął się też do nas. Z usg wynika ze jestem w 6 tc, lecz byłam dzisiaj na usg i serduszka ani zarodka nie widzę, i od razu wujek google po każdym badaniu i tak jak Ty siedzę, czytam i się niepotrzebnie nakręcam bo ciąża bezzarodkowa, bo ciąża obumarła itd. I patrze wymiar pęcherzyka tyle a że od tylu zaczyna bić serce a to jeszcze nie, a z okresu to 8 tydz i czemu taka duża różnica, czy znów jest coś nie tak. Nie ma sensu, od dzisiaj nic nie czytam. Cieszę się tylko że znalazłam Twój blog bo tak naprawdę dopiero teraz mogę „porozmawiać” z osoba która przeżyła coś podobnego jak nie takiego samego. Jak na razie też niestety muszę się przypisać do klubu jedna na trzy, ale mam nadzieje że niedługo obydwie znajdziemy się w klubie noworodki bądź ja grudnióweczki a Tobie życzę byś była w miesiącu zaraz po mnie. Trzymam kciuki i nie zwlekaj z ciążą tak jak ja bo teraz tego żałuje. Im szybciej tym lepiej.

    • Cześć,
      Dziękuję za ten komentarz. Moja strata jest jeszcze bardzo świeża, jednak postanowiliśmy, że nie będziemy czekali zbyt długo. Wszystko zależy od tego, kiedy lekarz uzna, że z medycznego punktu widzenia już jest ok.
      Tak ja pisałam we wcześniejszym wpisie, przy następnej ciąży też nie mam zamiaru czytać wypowiedzi na forach, bo robiły mi one jedynie bałagan w głowie. Ze stron, które przeglądałam w ciąży i przypadły mi do gustu, mogę wymienić http://www.parenting.pl – tam tak nie straszą, artykuły są napisane fajnym językiem.
      Pamiętaj, że ciało kobiety jest pełne niespodzianek i w mojej ciąży okazało się, że w cyklu, w którym w nią zaszłam, owulacja musiała wystąpić później, niż myślałam. Na początku ciąży ciężko to chyba po prostu stwierdzić.Ja od tej pory słucham tylko lekarza. Jeżeli on Ci po usg nie powiedział, że jest źle, to znaczy, że już widział takie przypadki i nie ma co się dodatkowo stresować. Ciąża po takiej stracie, jaką przeżyłyśmy i tak jest już wystarczająco stresująca niestety. Trzymam kciuki za Was, niech dzidziuś zdrowo rośnie i się rozwija :) Mam nadzieję, że niedługo też będę się mogła podzielić taką nowiną. pozdrawiam,
      Ania

      • Oprócz parenting mogę polecić jeszcze stronę mamazone.pl są tam fajne filmiki o każdym tygodniu ciąży, to tak na przyszłość :). I życzę Ci wiele szczęścia. A skąd jesteś?

        • na mamazone też wchodziłam :) ogólnie, dopóki się nie zabłądzi na jakieś niewłaściwe forum, to na wielu stronach można znaleźć przydatne informacje :)

  87. Ania, wiesz co. Czytając Twojego bloga od dechy do dechy przypomniało mi się pierwsze moje dziecko, które straciłam na wcześniejszym etapie rozwoju ciąży niż Ty. Dokładnie było to 14 sierpnia 2011. Nie wiedziałam wtedy jak tak na prawdę wyglądają pierwsze tygodnie ciąży, kiedy co i w jakim tempie się rozwija. Uważałam wtedy że skoro dwa testy pokazały łącznie cztery kreski i usg na które praktycznie poszłam od razu żeby potwierdzić, zdawało mi się że skoro dzidzia tam jest to już nic złego jej nie grozi. Była w końcu pod moją opieką. Jednak był to bardzo intensywny okres w moim życiu. Przeprowadzka o pół Polski dalej do przyszłego męża, szukanie mieszkania do kupna i załatwianie kredytu załatwianie ślubu i wzięcie go. Pełno stresu, pełno nerwów a w tym wszystkim wiadomość że będę mieć dziecko, co prawda jeszcze wtedy nieplanowane ale radość jaka mnie ogarnęła gdy się dowiedziałam jest nie do opisania. Lecz nie trwała długo dokładnie od soboty do niedzieli tydzień później. Nie miałam wtedy żadnych dolegliwości. Dzień po ślubie poszłam na spacer

  88. Eh każdy chce powstrzymywać na duchu, nie dlatego, że współczuje (to za pewnie też), ale głównie dlatego, że nie wie jak się ma zachować. Ja też znam osoby które straciły swoje dzieci, ale nigdy nie mówiłam że będzie dobrze, że na pewno następnym razem się uda. Głównie nie wiedziałam co mam powiedzieć zrobić. Czasami chciałam unikać takich osób i nie napierać. Nie wiem jak się taka osoba naprawdę czuje więc niewiele też pocieszeniami zdziałam. Każdy jednak chce pomóc taki ma odruch że trzeba że się powinno. Więc też trzeba takie osoby zrozumieć bo nie są niczemu winne, Ja jednak zawsze po prostu byłam np. przy przyjaciółce która straciła dziecko i czekałam cierpliwie aż sama z siebie wybuchnie i wypłacze się za wsze czasy. Będzie chciała się wyżalić i przytulic bez słów tak mi przykro i w ogóle. Cieszę się jednakże że takie osoby chcą żyć dalej i radzą sobie jak mogą, często piszą np. blogi. To pomaga w cierpieniu jak najbardziej bo nikt cię nie zna a wiele rozumie, Ja chcę życzyć tylko takim osobom wytrwałości i powodzenia. By dały sobie radę.

    • Pisanie bloga naprawdę pomaga w takich chwilach. Przede wszystkim odkąd piszę, nie mam już potrzeby mówienia o tym. Dzięki temu temat nie pojawia się w rozmowach ze znajomymi i powoli wracam do normalności. To taka moja osobista forma terapii, może niezbyt oryginalna, ale póki pomaga, to nie szukam innego sposobu.
      Pozdrawiam,
      Ania

    • „Eh każdy chce powstrzymywać na duchu” ??????????????
      Powstrzymać to powinno się takie analfabetki od pisania komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Facebook